Komentarz NPD

(filologiczny, historyczny i teologiczny)

Wybór i zakres haseł przedstawionych w niniejszym komentarzu wyniknął zasadniczo z potrzeby dokładniejszego objaśnienia kwestii filologicznych, historycznych czy teologicznych, które miały istotny wpływ na formę i postać Nowego Przekładu Dynamicznego NT. Myśli zawarte w hasłach mogą się powtarzać, co jest zamierzoną konsekwencją faktu, iż poszczególne jednostki tematyczne komentarza pomyślano jako samodzielne artykuły, które powinny być zrozumiałe bez odnoszenia się do innych. Nie było ani zamiarem, ani ambicją Zespołu Redakcyjnego NPD, by niniejszy komentarz stał się wyczerpującym źródłem informacji teologicznych, filologicznych czy historycznych, a już na pewno nie podręcznikiem teologii systematycznej. Aby mógł spełniać taką funkcję, musiałby zostać znacznie bardziej rozbudowany i przybrać charakter naukowy, zaś intencją Zespołu NPD było przygotowanie Komentarza NPD w formie popularnej i podręcznej.

Liczba haseł w Komentarzu NPD: 21
Aaron
Brat Mojżesza, starszy od niego o 3 lata (por. Wj 7,7), a jednocześnie młodszy brat Miriam (por. Wj 15,20). Znaczenie jego imienia nie jest pewne. Niektórzy tłumaczą: „góral” albo „oświecony”, w zależności od jakiego rdzenia hebrajskiego je wyprowadzają. Jako syn Amrama pochodził z plemienia Lewiego (por. Wj 4,14) w linii Kehata oraz Merariego (por. Wj 6,16-20). Był mówcą towarzyszącym niewymownemu Mojżeszowi (por. Wj 4,10-14). Z Bożego ustanowienia został namaszczony na pierwszego arcykapłana w społeczności Hebrajczyków (por. Wj 29,1-30). Jego potomkowie tworzyli w Izraelu kastę kapłańską. Aaron nie dochował wierności Bogu, lecz pod wpływem nacisku społecznego poprowadził lud w budowie bożka – cielca ze złota (por. Wj 32,1-6). Z uwagi na duchową postawę, jaką wraz z Mojżeszem ujawnił w Kadesz przy wodach Meriba (por. Lb 20,2-13) – podobnie jak jego brat – nie wszedł do ziemi obiecanej. Mając 123 lata, umarł na górze Hor (por. Lb 33,38–39). Z rodu Aarona pochodziła Elżbieta (żona kapłana Zachariasza) – matka Jana zwanego Chrzcicielem (por. Łk 1,5). O wyższości wiecznego kapłaństwa Chrystusa nad kapłaństwem Aarona można przeczytać w Hbr 4,14 – 10,18. Patrz też → Prawo Mojżeszowe; → Przybytek (symbolika i jej wypełnienie).

Amen
Hebrajskie amen ma znaczenie mocnego potwierdzenia: „Niech tak się stanie”, „Niech tak będzie” w stosunku do tego, co zostało przed chwilą wypowiedziane (por. Jr 28,6). W ST wypowiadane było przez Żydów nie tylko przy modlitwach i wielbieniach (por. Ps 41,13), lecz także jako potwierdzenie przysięgi (por. Lb 5,22) czy przekleństwa (por. Pwt 27,15-26). W Iz 65,16 fraza Belohe Amen w NPD została przełożona jako „Bóg Niezawodny” (w innych przekładach „Bóg wierny”). Greckie amen używane na końcu wypowiedzi ma podobne znaczenie jak opisane wyżej w jęz. hebrajskim. Jednak wypowiedziane na początku zdania ma inny charakter. Jego celem jest przyciągnięcie uwagi, podkreślenie wagi tego, co za chwilę zostanie wypowiedziane, szczególnie jeśli zostało użyte podwójnie. Fraza: „Amen, amen mówię wam...” w NPD zwykle jest tłumaczona jako: „Posłuchajcie uważnie, gdyż to, co powiem, ma ogromne znaczenie...”. W ewangeliach synoptycznych odnotowano, iż Jezus 54 razy użył słowa „amen” w taki właśnie sposób. Jan w swojej relacji odnotował 25 razy podwójnie użyte „amen” przez Jezusa. Podobnie jak w ST (por. Iz 65,16), również w NT znajdujemy szczególną frazę, w której użyte jest słowo „amen”. W Ap 3,14 Jezus powiedział: „To mówi Amen...”. W tym wypadku NPD oddało ją ekwiwalentem dynamicznym: „To mówi Ten, który jest Prawdą i sensem wszystkiego, i w którym wszystko się dokonuje...”. Inne przekłady tłumaczą literalnie: „To mówi Amen...”.

Andrzej Apostoł
Pochodzący z Betsaidy syn Jana był rybakiem, podobnie jak jego brat Piotr Apostoł. Zanim stał się uczniem Jezusa, wraz z bratem był uczniem Jana zwanego Chrzcicielem (por. J 1,35–40). Prawdopodobnie z tego powodu razem z Piotrem praktykowali wodny chrzest Janowy, chociaż Jezus sam tego nigdy nie czynił (por. J 4,1-2). Nie ma żadnych wzmianek o Andrzeju po zesłaniu Bożego Ducha w dniu Pięćdziesiątnicy. Biblia nie wspomina o jego śmierci. Legendy sugerują, że Andrzej zginął męczeńską śmiercią krzyżową w Grecji.

Anioł, aniołowie
Słowo „anioł” jest polskim tłumaczeniem greckiego słowa angelos lub hebrajskiego malak, które są rzeczownikami pospolitymi o znaczeniu etymologicznym „posłaniec”, ewentualnie „zwiastun”. Etymologicznie słowo malak znaczy „chodzący tam i z powrotem”. Słowo to w żaden sposób nie determinuje natury posłańca, gdyż mówi jedynie o jego funkcji. Aniołowie opisywani w Biblii wyglądają jak ludzie, stąd ludzie często nie rozpoznają, z kim mają do czynienia (por. Rdz 19,1-4; Hbr 13,2). Żadna z biblijnych relacji nie wspomina, by aniołowie mieli skrzydła. Ikonografia religijna wyrządziła teologii w tej sprawie wiele szkód. Jedynymi istotami duchowymi ze skrzydłami są w Biblii cherubiny (por. Wj 25,20) oraz serafiny (por. Iz 6,2). Te jednak nie są aniołami. Z tekstów biblijnych wynika, że określenie „anioł” używane jest do posłańców mających naturę:
1) duchową (komunikujących się z ludźmi zawsze w językach zrozumiałych dla ludzi):
a) aniołowie Boży (por. Łk 1,11-19; Dz 12,7);
b) aniołowie szatana (por. Mt 25,41; Ap 12,9; 2 Kor 11,14; Ga 1,8);
2) materialną (cielesną), dzielących się na:
a) rzeczy lub zjawiska nieożywione (np. wichry, ogień oraz inne żywioły zwiastujące potęgę Boga, por. Ps 18,8-16; Ps 104,4);
b) byty ożywione – najczęściej ludzie, z krwi i kości, jak choćby dwaj uczniowie Jezusa opisani w Łk 9,52, których PAN zmierzający do Jerozolimy wysłał przed sobą do wsi samarytańskiej, by w niej przygotowali Mu nocleg. Oczywiście do tej kategorii mogą być zaliczani ludzie służący zarówno Bogu, jak i siłom ciemności.

Istotnym problemem w przekładach biblijnych jest nazbyt semantyczne podejście tłumaczy, którzy – gdy tylko widzą słowo angelos – od razu interpretują je w odniesieniu do bytów duchowych, i to najczęściej służących Bogu Najwyższemu, nie zwracając przy tym uwagi na bliższy czy dalszy kontekst. Przykładem tak bezkrytycznego tłumaczenia słowa angelos, który wyrządził gigantyczne szkody teologiczne, jest 1 Kor 13,1. W większości literalnych przekładów (i to nie tylko polskich) używa się tam określenia „języki aniołów” lub „języki anielskie”, zupełnie pomijając kontekst, w jakim Apostoł Paweł umieścił te słowa. Ten zaś był następujący.
Korynt, w którym Apostoł Paweł założył wspólnotę wierzących w Chrystusa, był miastem otwartym, w którym ścierały się różne kultury, myśli i do którego przybywało mnóstwo osób z uwagi na bliskość portu w Kenchrach. Położenie Koryntu oraz zwolnienie go z podatków mocą edyktu Juliusza Cezara z roku 44 p.n.e. sprawiły, że miasto to było niezwykle zamożne i pławiło się w życiowym hedonizmie. Grecy, którzy przyjęli głoszoną przez Pawła Dobrą Wiadomość o ratunku w Chrystusie, stanowili pierwsze zręby wspólnoty chrześcijańskiej w tym mieście. Jednak tworząc nową społeczność ludzi ufających Chrystusowi, wnieśli do niej także swoje greckie dziedzictwo kulturowe, według którego świat był podzielony na ludzi oświeconych – cywilizowanych (mówiących po grecku) – i nieoświeconych – niecywilizowanych (zwanych barbarzyńcami, którzy mówili innymi językami niż grecki)(*1). Do tego właśnie odniósł się Apostoł Paweł, pisząc słowa zawarte w 1 Kor 14,6-11. To stanowi bezpośredni kontekst dla jego nauczania o darze przemawiania obcymi językami.

Otóż gdy do Koryntu przybywali posłańcy (gr. angelos) z innych kościołów spoza Grecji, często posługiwali się obcymi językami – zupełnie innymi niż greka czy łacina. Greccy chrześcijanie nie rozumieli ich i dlatego (jak to Grecy) zwali ich barbarzyńcami (od onomatopei bar, bar, które wyrażały sposób postrzegania niezrozumiałej, wręcz bełkotliwej dla Greków mowy). W 1 Kor 13,1 nie chodzi zatem o jakieś „anielskie języki”, o których nie ma w Biblii ani słowa, ale o języki obce, którymi posługiwali się przybywający posłannicy z innych wspólnot. Co więcej – warto zauważyć, że gdy aniołowie Boży (posłannicy Najwyższego) przychodzili do ludzi z jakąkolwiek misją, zawsze mówili zrozumiałymi dla ludzi językami. Jak bowiem inaczej mieliby w komunikatywny sposób przekazywać wiadomości od PANA? Gdy Apostoł Jan, przebywający na zesłaniu na wyspie Patmos, otrzymał wgląd w sprawy niebiańskie i rozmawiał z aniołami (posłańcami Boga Najwyższego), ci używali języka zrozumiałego dla niego (być może mówili po aramejsku albo po grecku). Gdy Apostołowie podczas zesłania Bożego Ducha w dzień Pięćdziesiątnicy otrzymali dar przemawiania w obcych językach, których wcześniej się nie uczyli, mówili ludzkimi językami i dialektami (por. Dz 2,6-11) zrozumiałymi dla ludzi tam zebranych. Zatem i w Dziejach wysłanników Chrystusa, i listach Apostoła Pawła jest mowa nie o jakichkolwiek „językach anielskich”, ale o cudownym darze duchowym. Polega on na tym, że dla głoszenia dzieła Chrystusa i budowania społeczności wierzących pomiędzy ludźmi pochodzącymi z różnych kultur i języków Bóg postanowił udzielić niektórym wierzącym szczególnego daru polegającego na komunikatywnym przemawianiu w realnych, obcych językach. Jest to dar niezwykle konkretny i weryfikowalny w odróżnieniu od emocjonalnego bełkotu (por. różnice między słowami gr. lego – sensowne mówienie – i laleo – paplanie bez ładu i składu), którego nikt tak naprawdę nie jest w stanie zweryfikować, a próby „tłumaczenia” go z materiału zarejestrowanego na wideo przez niezależne osoby, mające rzekomo „dar tłumaczenia”, zawsze spalają na panewce. Bóg nie ucieka się do takich mistyfikacji. Gdy On daje swój dar, to jest to dar bardzo konkretny, oczywisty, weryfikowalny, zawsze służący budowaniu wspólnoty Ciała Chrystusa, a nie rzekomy, satysfakcjonujący jedynie cielesny emocjonalizm „obdarowanej” osoby.

Ta obserwacja prowadzi nas w oczywisty sposób do zastanowienia się, z jakimi aniołami (posłannikami czy zwiastunami) mieli do czynienia wierzący w Biblii i z jakimi my, w czasach nam współczesnych, mamy również do czynienia. Zanim jednak zajmiemy się tym dokładniej, konieczne jest uświadomienie sobie, komu lub czemu ufamy, jakie świadectwa uznajemy za prawdziwe, jakie nauczanie przyjmujemy i dlaczego. Musimy umieć rozpoznać, jak wielki wpływ na nasze przekonania mają przekazy z własnych lub zasłyszanych od innych „objawień”, które z taką łatwością znajdują podatny grunt w ludzkim emocjonalizmie, pragnieniach przeżycia czegoś nadzwyczajnego, w dążeniach do obcowania ze światem nadprzyrodzonym czy wręcz w ludzkiej pysze czucia się wybranym. Kłopot z tego rodzaju postawami polega jednak na tym, że żadnej z nich nie odnajdujemy w postawie i charakterze Jezusa Chrystusa, naszego PANA, na którego Słowie i przykładzie powinno przecież zasadzać się całe nasze rozumienie świata rzeczywistego i duchowego i nasze całkowite Jemu poddanie. O tym właśnie mówił w Ap 19,10 i w Ap 22,8-9 anioł podczas rozmowy z Janem Apostołem. W Biblii znajdujemy wyraźny podział aniołów (posłańców, zwiastunów) na tych, którzy służą Bogu, oraz tych, którzy służą szatanowi(*2). Wszyscy aniołowie są stworzeniami, w związku z czym ich status nie może być w żadnym stopniu porównywalny ze statusem Boga – ich Stworzyciela (por. Ap 22,8-10). Relację między nimi można co najwyżej przyrównać do relacji pomiędzy garncarzem a naczyniem, które on wytwarza. Do tego obrazu, w kontekście ludzi i narodów, odnosili się zarówno Izajasz w Iz 45,9, Jeremiasz w Jr 18,6, jak i nawiązujący do nich Apostoł Paweł w Rz 9,20-21. Jednak obraz ten jest prawdziwy także w odniesieniu do bytów duchowych stworzonych przez Boga. Dlatego fałszywy jest przekaz mówiący, że szatan walczy z Bogiem. Zbuntowany anioł Lucyfer (zwany też Belzebubem, szatanem, wężem, smokiem(*3), gadem etc.) jest jedynie stworzeniem. Z tego powodu nie ma żadnej możliwości walki z Bogiem Wiekuistym. Szatan i jego aniołowie wchodzą w zmagania jedynie z aniołami Bożymi (por. Jud 9), kiedy chcą przeszkadzać w pełnieniu zleconych im zadań wobec Bożego ludu (por. Dn 10,11-14, gdzie archanioł Michał jest przedstawiony jako książę duchowego świata, który walczy z szatanem, zwanym w tym tekście księciem Królestwa Persów). Zgodnie z Ap 19,20 oraz Ap 20,9-10 aniołowie szatana oraz on sam zostaną w przyszłości w okamgnieniu pokonani przez Boga – mocą Jego Słowa. Dlatego w duchowej walce, która rozgrywa się na świecie, należy trzymać się Bożego Słowa najbliżej, jak to tylko możliwe. Już teraz pewna grupa aniołów ciemności jest uwięziona i oczekuje na Sąd Ostateczny (por. 2 P 2,4; Jud 6). Moc innych nie jest większa niż moc Boga, co widzimy w opisach spotkań Jezusa z duchami nieczystymi (demonami – sługami szatana i jego posłańcami). Chrystus nigdy z nimi nie pertraktował ani nie dyskutował. On wydawał im rozkazy (por. Mt 8,29-32), a one zawsze w pokorze i z drżeniem (por. Jk 2,19) natychmiast wykonywały Jego polecenia.

Słowo Boże przedstawia aniołów Bożych (zwanych również aniołami Światłości) jako byty służebne posyłane przez Najwyższego do pomocy tym, którzy podążają drogą zbawienia (por. Hbr 1,14; Ap 19,10; Ap 22,8-10). Z tego względu, będąc nawet bytami duchowymi, mogli oni przybierać postać widzialną, by zrealizować zadanie, które im wyznaczono (por. Hbr 13,2). W czasach ST – gdy oczywistością tradycji żydowskiej było to, że Boga nikt nigdy nie widział ani nie może zobaczyć, gdyż Bóg ma postać duchową (por. J 4,24) – Boże epifanie (lub teofanie) były w ST często określane mianem angelofanii. W szczególności widzimy to w tych tekstach ST, które używają określeń „Anioł PANA”, co znajdujemy np. w opisie ukazania się PANA Mojżeszowi w ognistej postaci w kolczastym krzewie (por. Wj 3,2-6). Znakomity wykład teologiczny tej teofanii znajdujemy w wypowiedzi Szczepana w Dz 7,30-50 z wielkim jej podsumowaniem w Dz 7,52-53. Szczepan, opierając się na tych zapisach, wyjaśnił Żydom wielką prawdę, że Osobą nazywaną przez nich „wysłannikiem PANA” lub „Aniołem PANA” był w istocie sam PAN (hebr. JHWH), który w historii objawiał się im w różnych postaciach (gr. morfe – w tym także jako ognista Postać w kolczastym krzewie lub jako słup ognia prowadzący ich przez pustynię), a gdy dopełnił się ustalony czas, objawił się w ludzkiej naturze (por. Flp 2,7) w osobie Jezusa z Nazaretu. Ponieważ Jezus tytułował się PANEM i podkreślał, że stanowi jedność z Ojcem (por. J 10,30), żydowscy przywódcy odrzucili Go i ostatecznie doprowadzili do Jego ukrzyżowania. Tak samo potępili Szczepana. Inne potwierdzenie tej ważnej prawdy wypowiedzianej przez Szczepana znajdziemy także w wypowiedzi Apostoła Pawła w 1 Kor 10,4. Więcej o naturze, postaci i osobowości Chrystusa jako PANA w porównaniu z naturą aniołów mówi List do Hebrajczyków. Zatem określenie „Anioł PANA” występujące w ST należy często postrzegać jako określenie metonimiczne używane w miejsce zwrotu „PAN”. Zdarzało się oczywiście (szczególnie we wcześniejszych pismach hebrajskich), że używano wprost słowa „PAN” dla Boskich epifanii – jak to miało miejsce w Rdz 18,1-15. W NT określenie „anioł PAŃSKI” nie ma już takiej wymowy i odnosi się wyłącznie do bytów duchowych posyłanych przez Boga do służenia ludziom.

Jest jeszcze jedna funkcja Bożych posłańców (aniołów), o której czytamy w Biblii. Nie wiąże się ona z ludem Bożym, ale z tymi, którzy tym ludem nie są. Wobec tych ludzi aniołowie będą pełnić funkcje egzekutorów Bożej sprawiedliwości – jak to widzimy w Rdz 19,10-12 oraz w Mt 13,41-42; Mt 16,27; Ap 8,7-12; Ap 9,1-4; Ap 9,13-15; Ap 11,15-18. W czasie Sądu Ostatecznego (por. J 5,22) aniołowie na rozkaz Chrystusa będą wrzucać do ognistego jeziora płonącej siarki te osoby, które nie związały się prawdziwie z Chrystusem na wieki (por. Ap 12,14-15; Ap 19,20; Ap 20,10). Ocaleni zostaną jedynie ci, do których Jezus przyzna się osobiście.

Ważne jest również uświadomienie sobie, iż nie każdy „anioł z Niebios” jest posłańcem od Boga. Z Ef 6,12 dowiadujemy się, że w Niebiosach (tzn. w strefie życia duchowego) nadal funkcjonują aniołowie ciemności, którzy – czy to sami, czy też przez poddanych sobie ludzi – z lubością wprowadzają zamęt na Ziemi. Ze szczególną pieczołowitością fałszują przekaz Dobrej Wiadomości o ratunku w Chrystusie (por. Ga 1,8). Tacy aniołowie podają się nawet za „wysłanników Światłości” (por. 2 Kor 11,14), choć nie mają nic wspólnego z Chrystusem, który jest prawdziwą Światłością (por. J 1,9-12; J 8,12). Także z Łk 10,18 wynika, że z Niebios zstępują na Ziemię nie tylko siły światłości, lecz także siły ciemności. Poleganie zatem na informacjach przekazywanych przez „posłańców z Niebios” – tylko dlatego, że pochodzą z Niebios – jest obciążone ogromnym ryzykiem zwiedzenia. Tego rodzaju sytuacje opisane są np. w Jr 7,16-23 i w Jr 44,15-28, w których widzimy, iż Bóg jednoznacznie potępia kult „Królowej Niebios” („Królowej Anielskiej”).

Zgodnie z Ef 6,12 duchami zwodniczymi, które w Niebiosach tworzą armię ciemności, są demony (por. także Iz 47,12). Mają one nawet poddańczy dostęp do samego Tronu Bożego (por. Hi 1,6). Od aniołów Bożych różni ich nie tylko osoba, której służą, lecz także kwestia odbierania chwały. O ile aniołowie Boży wzbraniają się przed przyjmowaniem hołdów, które należą się tylko Bogu (por. Ap 19,10; Ap 22,9), o tyle demony (zbuntowani aniołowie) przyjmują takie hołdy z wielką chęcią. Pismo św. bardzo mocno przestrzega wierzących przed oddawaniem czci aniołom. Apostoł Paweł, pisząc o osobach, które dopuszczają się takich bałwochwalczych zachowań, wyjaśnia, iż mają nie tylko „upodobanie w kulcie aniołów”, ale również „w umartwianiu samego siebie [oraz] w różnego typu ekscytacjach emocjonalnych lub w pielęgnowaniu religijnych wymysłów, które rodzą się z [ich] skażonej grzechem natury” (Kol 2,18). Podsumowuje to stwierdzeniem: „Opinia takiej osoby nie ma żadnego znaczenia, ponieważ człowiek taki nie trzyma się mocno Chrystusa, który jest Głową Ciała, to znaczy społeczności wierzących” (Kol 2,19). Niektóre przekłady Biblii w wersecie Kol 2,18 przed określeniem „kulcie aniołów” dodają słowo „przesadnym”. Jest to jednak zafałszowanie przekazu, gdyż w tekście greckim nie ma żadnej sugestii, która by uzasadniała taki dodatek. Oczywiście skłonność ludzkiej natury do oddawania czci wszystkiemu, co nadprzyrodzone, nie jest obca nawet uczniom Jezusa. Gdy Jan Apostoł, przebywający na wyspie Patmos, otrzymał z ust anioła informację, że ten przekazuje mu słowa samego Boga, padł dwa razy na twarz przed tym posłańcem (por. Ap 19,10 oraz Ap 22,8-9). Jednak w obydwu wypadkach usłyszał bardzo mocne napomnienie. Wersety te przestrzegają również innych wierzących przed kultem aniołów. Zatem tam, gdzie Chrystus jest otaczany chwałą (a w Nim także Ojciec), tam bez wątpienia mamy do czynienia z działaniem Bożego Ducha. Jednak tam, gdzie ktoś inny odbiera chwałę, nie ma Ducha Bożego, lecz jest duch zwodzenia, który pochodzi z ciemności i który stara się odciągnąć ludzi od Chrystusa. Duch zwodzenia czyni wszystko, aby skoncentrować myśli ludzi na innej postaci, byle nie na Jezusie Chrystusie, i wykorzystuje do tego wszelkie możliwe „efekty specjalne”, jakimi tylko dysponuje (por. Mt 24,24), włączając w to nawet podawanie się za „posłańca z Niebios” (por. Ga 1,8) czy „anioła światłości” (por. 2 Kor 11,14). Czasami duch zwodzenia dokonuje najróżniejszych manifestacji, którymi stara się przekonać ludzi, że jest nawet „Duchem Świętym”. Jednak proste porównanie tych manifestacji oraz zachowania ludzi w tym uczestniczących do zachowania Jezusa, będącego najdoskonalszym obrazem osoby znajdującej się pod pełnym wpływem Bożego Ducha, z reguły natychmiast demaskuje duchowe fałszerstwa (więcej w Komentarzu NPD → Duch Świętego Boga). W całej Biblii odnajdujemy setki porównań i wypowiedzi, w których Bóg potępia oddawanie czci posągom i obrazom, określając to jako oddawanie czci demonom (upadłym aniołom) i nazywając takie zachowanie „duchowym cudzołóstwem” (por. Kpł 19,4; Kpł 26,1; Pwt 32,21; Ps 96,5; Ps 106,36-39; J 4,21-26; Dz 17,22-31).

Aniołowie (w tym również aniołowie ciemności) nie wiedzą wszystkiego. Pragną uzyskać wgląd w sprawy, których dokonuje Bóg (por. 1 P 1,12 oraz Mt 24,36), jednak poznanie takie nie będzie im dane. Wiedzą natomiast, że kiedyś będą sądzeni przez Lud Boży (por. 1 Kor 6,3). Osobnej uwagi wymaga opis zagłady pierworodnych w Egipcie. W Księdze Wyjścia (Wj 12,23) czytamy o Niszczycielu („aniele zniszczenia”, „Niosącym zagładę”), który miał wchodzić do domostw, aby odebrać życie wszystkiemu, co było tam pierworodne. Werset ten wspomina również, że sam PAN (hebr. JHWH) będzie szedł przez Egipt i potrząśnie (hebr. lingop, które jest formą czasownika nagap mówiącego o „silnym potrząśnięciu w celu zrzucenia czegoś z siebie”) jego mieszkańcami. Niektórzy sądzą, że to PAN odbierał życie pierworodnym, jednak tekst ten wyraźnie pokazuje, iż o ile decyzja o wstrząśnięciu Egiptem należała do Najwyższego, o tyle jednak jej wykonawcą był anioł imieniem Niszczyciel (hebr. Hammaszhit). PAN szedł przez Egipt, chroniąc przed nim te domostwa, które były oznakowane krwią baranka. O Niszczycielu (aniele zniszczenia) czytamy też w NT. Apokalipsa w Ap 9,11 mówi o nim Apollyon (hebr. Abaddon, pol. „Niszczyciel”, „Niosący zagładę”). W tej księdze jest on identyfikowany z szatanem. W analogicznym kontekście Paweł Apostoł w 2 Tes 2,10 użył czasownika apollymi w stronie biernej, aby podkreślić myśl, iż ludzie nielgnący aktywnie do Prawdy, czyli do Chrystusa (wcielonego Bożego Słowa), sami siebie poddają zgubnemu zwodzeniu, którego kresem będzie wieczna zagłada.Etymologicznie słowo malak znaczy „chodzący tam i z powrotem”. Słowo to w żaden sposób nie determinuje natury posłańca, gdyż mówi jedynie o jego funkcji. Aniołowie opisywani w Biblii wyglądają jak ludzie, stąd ludzie często nie rozpoznają, z kim mają do czynienia (por. Rdz 19,1-4; Hbr 13,2). Żadna z biblijnych relacji nie wspomina, by aniołowie mieli skrzydła. Ikonografia religijna wyrządziła teologii w tej sprawie wiele szkód. Jedynymi istotami duchowymi ze skrzydłami są w Biblii cherubiny (por. Wj 25,20) oraz serafiny (por. Iz 6,2). Te jednak nie są aniołami. Z tekstów biblijnych wynika, że określenie „anioł” używane jest do posłańców mających naturę:
1) duchową (komunikujących się z ludźmi zawsze w językach zrozumiałych dla ludzi):
a) aniołowie Boży (por. Łk 1,11-19; Dz 12,7);
b) aniołowie szatana (por. Mt 25,41; Ap 12,9; 2 Kor 11,14; Ga 1,8);
2) materialną (cielesną), dzielących się na:
a) rzeczy lub zjawiska nieożywione (np. wichry, ogień oraz inne żywioły zwiastujące potęgę Boga, por. Ps 18,8-16; Ps 104,4);
b) byty ożywione – najczęściej ludzie, z krwi i kości, jak choćby dwaj uczniowie Jezusa opisani w Łk 9,52, których PAN zmierzający do Jerozolimy wysłał przed sobą do wsi samarytańskiej, by w niej przygotowali Mu nocleg. Oczywiście do tej kategorii mogą być zaliczani ludzie służący zarówno Bogu, jak i siłom ciemności.

Istotnym problemem w przekładach biblijnych jest nazbyt semantyczne podejście tłumaczy, którzy – gdy tylko widzą słowo angelos – od razu interpretują je w odniesieniu do bytów duchowych, i to najczęściej służących Bogu Najwyższemu, nie zwracając przy tym uwagi na bliższy czy dalszy kontekst. Przykładem tak bezkrytycznego tłumaczenia słowa angelos, który wyrządził gigantyczne szkody teologiczne, jest 1 Kor 13,1. W większości literalnych przekładów (i to nie tylko polskich) używa się tam określenia „języki aniołów” lub „języki anielskie”, zupełnie pomijając kontekst, w jakim Apostoł Paweł umieścił te słowa. Ten zaś był następujący.
Korynt, w którym Apostoł Paweł założył wspólnotę wierzących w Chrystusa, był miastem otwartym, w którym ścierały się różne kultury, myśli i do którego przybywało mnóstwo osób z uwagi na bliskość portu w Kenchrach. Położenie Koryntu oraz zwolnienie go z podatków mocą edyktu Juliusza Cezara z roku 44 p.n.e. sprawiły, że miasto to było niezwykle zamożne i pławiło się w życiowym hedonizmie. Grecy, którzy przyjęli głoszoną przez Pawła Dobrą Wiadomość o ratunku w Chrystusie, stanowili pierwsze zręby wspólnoty chrześcijańskiej w tym mieście. Jednak tworząc nową społeczność ludzi ufających Chrystusowi, wnieśli do niej także swoje greckie dziedzictwo kulturowe, według którego świat był podzielony na ludzi oświeconych – cywilizowanych (mówiących po grecku) – i nieoświeconych – niecywilizowanych (zwanych barbarzyńcami, którzy mówili innymi językami niż grecki)(*1). Do tego właśnie odniósł się Apostoł Paweł, pisząc słowa zawarte w 1 Kor 14,6-11. To stanowi bezpośredni kontekst dla jego nauczania o darze przemawiania obcymi językami.

Otóż gdy do Koryntu przybywali posłańcy (gr. angelos) z innych kościołów spoza Grecji, często posługiwali się obcymi językami – zupełnie innymi niż greka czy łacina. Greccy chrześcijanie nie rozumieli ich i dlatego (jak to Grecy) zwali ich barbarzyńcami (od onomatopei bar, bar, które wyrażały sposób postrzegania niezrozumiałej, wręcz bełkotliwej dla Greków mowy). W 1 Kor 13,1 nie chodzi zatem o jakieś „anielskie języki”, o których nie ma w Biblii ani słowa, ale o języki obce, którymi posługiwali się przybywający posłannicy z innych wspólnot. Co więcej – warto zauważyć, że gdy aniołowie Boży (posłannicy Najwyższego) przychodzili do ludzi z jakąkolwiek misją, zawsze mówili zrozumiałymi dla ludzi językami. Jak bowiem inaczej mieliby w komunikatywny sposób przekazywać wiadomości od PANA? Gdy Apostoł Jan, przebywający na zesłaniu na wyspie Patmos, otrzymał wgląd w sprawy niebiańskie i rozmawiał z aniołami (posłańcami Boga Najwyższego), ci używali języka zrozumiałego dla niego (być może mówili po aramejsku albo po grecku). Gdy Apostołowie podczas zesłania Bożego Ducha w dzień Pięćdziesiątnicy otrzymali dar przemawiania w obcych językach, których wcześniej się nie uczyli, mówili ludzkimi językami i dialektami (por. Dz 2,6-11) zrozumiałymi dla ludzi tam zebranych. Zatem i w Dziejach wysłanników Chrystusa, i listach Apostoła Pawła jest mowa nie o jakichkolwiek „językach anielskich”, ale o cudownym darze duchowym. Polega on na tym, że dla głoszenia dzieła Chrystusa i budowania społeczności wierzących pomiędzy ludźmi pochodzącymi z różnych kultur i języków Bóg postanowił udzielić niektórym wierzącym szczególnego daru polegającego na komunikatywnym przemawianiu w realnych, obcych językach. Jest to dar niezwykle konkretny i weryfikowalny w odróżnieniu od emocjonalnego bełkotu (por. różnice między słowami gr. lego – sensowne mówienie – i laleo – paplanie bez ładu i składu), którego nikt tak naprawdę nie jest w stanie zweryfikować, a próby „tłumaczenia” go z materiału zarejestrowanego na wideo przez niezależne osoby, mające rzekomo „dar tłumaczenia”, zawsze spalają na panewce. Bóg nie ucieka się do takich mistyfikacji. Gdy On daje swój dar, to jest to dar bardzo konkretny, oczywisty, weryfikowalny, zawsze służący budowaniu wspólnoty Ciała Chrystusa, a nie rzekomy, satysfakcjonujący jedynie cielesny emocjonalizm „obdarowanej” osoby.

Ta obserwacja prowadzi nas w oczywisty sposób do zastanowienia się, z jakimi aniołami (posłannikami czy zwiastunami) mieli do czynienia wierzący w Biblii i z jakimi my, w czasach nam współczesnych, mamy również do czynienia. Zanim jednak zajmiemy się tym dokładniej, konieczne jest uświadomienie sobie, komu lub czemu ufamy, jakie świadectwa uznajemy za prawdziwe, jakie nauczanie przyjmujemy i dlaczego. Musimy umieć rozpoznać, jak wielki wpływ na nasze przekonania mają przekazy z własnych lub zasłyszanych od innych „objawień”, które z taką łatwością znajdują podatny grunt w ludzkim emocjonalizmie, pragnieniach przeżycia czegoś nadzwyczajnego, w dążeniach do obcowania ze światem nadprzyrodzonym czy wręcz w ludzkiej pysze czucia się wybranym. Kłopot z tego rodzaju postawami polega jednak na tym, że żadnej z nich nie odnajdujemy w postawie i charakterze Jezusa Chrystusa, naszego PANA, na którego Słowie i przykładzie powinno przecież zasadzać się całe nasze rozumienie świata rzeczywistego i duchowego i nasze całkowite Jemu poddanie. O tym właśnie mówił w Ap 19,10 i w Ap 22,8-9 anioł podczas rozmowy z Janem Apostołem. W Biblii znajdujemy wyraźny podział aniołów (posłańców, zwiastunów) na tych, którzy służą Bogu, oraz tych, którzy służą szatanowi(*2). Wszyscy aniołowie są stworzeniami, w związku z czym ich status nie może być w żadnym stopniu porównywalny ze statusem Boga – ich Stworzyciela (por. Ap 22,8-10). Relację między nimi można co najwyżej przyrównać do relacji pomiędzy garncarzem a naczyniem, które on wytwarza. Do tego obrazu, w kontekście ludzi i narodów, odnosili się zarówno Izajasz w Iz 45,9, Jeremiasz w Jr 18,6, jak i nawiązujący do nich Apostoł Paweł w Rz 9,20-21. Jednak obraz ten jest prawdziwy także w odniesieniu do bytów duchowych stworzonych przez Boga. Dlatego fałszywy jest przekaz mówiący, że szatan walczy z Bogiem. Zbuntowany anioł Lucyfer (zwany też Belzebubem, szatanem, wężem, smokiem(*3), gadem etc.) jest jedynie stworzeniem. Z tego powodu nie ma żadnej możliwości walki z Bogiem Wiekuistym. Szatan i jego aniołowie wchodzą w zmagania jedynie z aniołami Bożymi (por. Jud 9), kiedy chcą przeszkadzać w pełnieniu zleconych im zadań wobec Bożego ludu (por. Dn 10,11-14, gdzie archanioł Michał jest przedstawiony jako książę duchowego świata, który walczy z szatanem, zwanym w tym tekście księciem Królestwa Persów). Zgodnie z Ap 19,20 oraz Ap 20,9-10 aniołowie szatana oraz on sam zostaną w przyszłości w okamgnieniu pokonani przez Boga – mocą Jego Słowa. Dlatego w duchowej walce, która rozgrywa się na świecie, należy trzymać się Bożego Słowa najbliżej, jak to tylko możliwe. Już teraz pewna grupa aniołów ciemności jest uwięziona i oczekuje na Sąd Ostateczny (por. 2 P 2,4; Jud 6). Moc innych nie jest większa niż moc Boga, co widzimy w opisach spotkań Jezusa z duchami nieczystymi (demonami – sługami szatana i jego posłańcami). Chrystus nigdy z nimi nie pertraktował ani nie dyskutował. On wydawał im rozkazy (por. Mt 8,29-32), a one zawsze w pokorze i z drżeniem (por. Jk 2,19) natychmiast wykonywały Jego polecenia.

Słowo Boże przedstawia aniołów Bożych (zwanych również aniołami Światłości) jako byty służebne posyłane przez Najwyższego do pomocy tym, którzy podążają drogą zbawienia (por. Hbr 1,14; Ap 19,10; Ap 22,8-10). Z tego względu, będąc nawet bytami duchowymi, mogli oni przybierać postać widzialną, by zrealizować zadanie, które im wyznaczono (por. Hbr 13,2). W czasach ST – gdy oczywistością tradycji żydowskiej było to, że Boga nikt nigdy nie widział ani nie może zobaczyć, gdyż Bóg ma postać duchową (por. J 4,24) – Boże epifanie (lub teofanie) były w ST często określane mianem angelofanii. W szczególności widzimy to w tych tekstach ST, które używają określeń „Anioł PANA”, co znajdujemy np. w opisie ukazania się PANA Mojżeszowi w ognistej postaci w kolczastym krzewie (por. Wj 3,2-6). Znakomity wykład teologiczny tej teofanii znajdujemy w wypowiedzi Szczepana w Dz 7,30-50 z wielkim jej podsumowaniem w Dz 7,52-53. Szczepan, opierając się na tych zapisach, wyjaśnił Żydom wielką prawdę, że Osobą nazywaną przez nich „wysłannikiem PANA” lub „Aniołem PANA” był w istocie sam PAN (hebr. JHWH), który w historii objawiał się im w różnych postaciach (gr. morfe – w tym także jako ognista Postać w kolczastym krzewie lub jako słup ognia prowadzący ich przez pustynię), a gdy dopełnił się ustalony czas, objawił się w ludzkiej naturze (por. Flp 2,7) w osobie Jezusa z Nazaretu. Ponieważ Jezus tytułował się PANEM i podkreślał, że stanowi jedność z Ojcem (por. J 10,30), żydowscy przywódcy odrzucili Go i ostatecznie doprowadzili do Jego ukrzyżowania. Tak samo potępili Szczepana. Inne potwierdzenie tej ważnej prawdy wypowiedzianej przez Szczepana znajdziemy także w wypowiedzi Apostoła Pawła w 1 Kor 10,4. Więcej o naturze, postaci i osobowości Chrystusa jako PANA w porównaniu z naturą aniołów mówi List do Hebrajczyków. Zatem określenie „Anioł PANA” występujące w ST należy często postrzegać jako określenie metonimiczne używane w miejsce zwrotu „PAN”. Zdarzało się oczywiście (szczególnie we wcześniejszych pismach hebrajskich), że używano wprost słowa „PAN” dla Boskich epifanii – jak to miało miejsce w Rdz 18,1-15. W NT określenie „anioł PAŃSKI” nie ma już takiej wymowy i odnosi się wyłącznie do bytów duchowych posyłanych przez Boga do służenia ludziom.

Jest jeszcze jedna funkcja Bożych posłańców (aniołów), o której czytamy w Biblii. Nie wiąże się ona z ludem Bożym, ale z tymi, którzy tym ludem nie są. Wobec tych ludzi aniołowie będą pełnić funkcje egzekutorów Bożej sprawiedliwości – jak to widzimy w Rdz 19,10-12 oraz w Mt 13,41-42; Mt 16,27; Ap 8,7-12; Ap 9,1-4; Ap 9,13-15; Ap 11,15-18. W czasie Sądu Ostatecznego (por. J 5,22) aniołowie na rozkaz Chrystusa będą wrzucać do ognistego jeziora płonącej siarki te osoby, które nie związały się prawdziwie z Chrystusem na wieki (por. Ap 12,14-15; Ap 19,20; Ap 20,10). Ocaleni zostaną jedynie ci, do których Jezus przyzna się osobiście.

Ważne jest również uświadomienie sobie, iż nie każdy „anioł z Niebios” jest posłańcem od Boga. Z Ef 6,12 dowiadujemy się, że w Niebiosach (tzn. w strefie życia duchowego) nadal funkcjonują aniołowie ciemności, którzy – czy to sami, czy też przez poddanych sobie ludzi – z lubością wprowadzają zamęt na Ziemi. Ze szczególną pieczołowitością fałszują przekaz Dobrej Wiadomości o ratunku w Chrystusie (por. Ga 1,8). Tacy aniołowie podają się nawet za „wysłanników Światłości” (por. 2 Kor 11,14), choć nie mają nic wspólnego z Chrystusem, który jest prawdziwą Światłością (por. J 1,9-12; J 8,12). Także z Łk 10,18 wynika, że z Niebios zstępują na Ziemię nie tylko siły światłości, lecz także siły ciemności. Poleganie zatem na informacjach przekazywanych przez „posłańców z Niebios” – tylko dlatego, że pochodzą z Niebios – jest obciążone ogromnym ryzykiem zwiedzenia. Tego rodzaju sytuacje opisane są np. w Jr 7,16-23 i w Jr 44,15-28, w których widzimy, iż Bóg jednoznacznie potępia kult „Królowej Niebios” („Królowej Anielskiej”).

Zgodnie z Ef 6,12 duchami zwodniczymi, które w Niebiosach tworzą armię ciemności, są demony (por. także Iz 47,12). Mają one nawet poddańczy dostęp do samego Tronu Bożego (por. Hi 1,6). Od aniołów Bożych różni ich nie tylko osoba, której służą, lecz także kwestia odbierania chwały. O ile aniołowie Boży wzbraniają się przed przyjmowaniem hołdów, które należą się tylko Bogu (por. Ap 19,10; Ap 22,9), o tyle demony (zbuntowani aniołowie) przyjmują takie hołdy z wielką chęcią. Pismo św. bardzo mocno przestrzega wierzących przed oddawaniem czci aniołom. Apostoł Paweł, pisząc o osobach, które dopuszczają się takich bałwochwalczych zachowań, wyjaśnia, iż mają nie tylko „upodobanie w kulcie aniołów”, ale również „w umartwianiu samego siebie [oraz] w różnego typu ekscytacjach emocjonalnych lub w pielęgnowaniu religijnych wymysłów, które rodzą się z [ich] skażonej grzechem natury” (Kol 2,18). Podsumowuje to stwierdzeniem: „Opinia takiej osoby nie ma żadnego znaczenia, ponieważ człowiek taki nie trzyma się mocno Chrystusa, który jest Głową Ciała, to znaczy społeczności wierzących” (Kol 2,19). Niektóre przekłady Biblii w wersecie Kol 2,18 przed określeniem „kulcie aniołów” dodają słowo „przesadnym”. Jest to jednak zafałszowanie przekazu, gdyż w tekście greckim nie ma żadnej sugestii, która by uzasadniała taki dodatek. Oczywiście skłonność ludzkiej natury do oddawania czci wszystkiemu, co nadprzyrodzone, nie jest obca nawet uczniom Jezusa. Gdy Jan Apostoł, przebywający na wyspie Patmos, otrzymał z ust anioła informację, że ten przekazuje mu słowa samego Boga, padł dwa razy na twarz przed tym posłańcem (por. Ap 19,10 oraz Ap 22,8-9). Jednak w obydwu wypadkach usłyszał bardzo mocne napomnienie. Wersety te przestrzegają również innych wierzących przed kultem aniołów. Zatem tam, gdzie Chrystus jest otaczany chwałą (a w Nim także Ojciec), tam bez wątpienia mamy do czynienia z działaniem Bożego Ducha. Jednak tam, gdzie ktoś inny odbiera chwałę, nie ma Ducha Bożego, lecz jest duch zwodzenia, który pochodzi z ciemności i który stara się odciągnąć ludzi od Chrystusa. Duch zwodzenia czyni wszystko, aby skoncentrować myśli ludzi na innej postaci, byle nie na Jezusie Chrystusie, i wykorzystuje do tego wszelkie możliwe „efekty specjalne”, jakimi tylko dysponuje (por. Mt 24,24), włączając w to nawet podawanie się za „posłańca z Niebios” (por. Ga 1,8) czy „anioła światłości” (por. 2 Kor 11,14). Czasami duch zwodzenia dokonuje najróżniejszych manifestacji, którymi stara się przekonać ludzi, że jest nawet „Duchem Świętym”. Jednak proste porównanie tych manifestacji oraz zachowania ludzi w tym uczestniczących do zachowania Jezusa, będącego najdoskonalszym obrazem osoby znajdującej się pod pełnym wpływem Bożego Ducha, z reguły natychmiast demaskuje duchowe fałszerstwa (więcej w Komentarzu NPD → Duch Świętego Boga). W całej Biblii odnajdujemy setki porównań i wypowiedzi, w których Bóg potępia oddawanie czci posągom i obrazom, określając to jako oddawanie czci demonom (upadłym aniołom) i nazywając takie zachowanie „duchowym cudzołóstwem” (por. Kpł 19,4; Kpł 26,1; Pwt 32,21; Ps 96,5; Ps 106,36-39; J 4,21-26; Dz 17,22-31).

Aniołowie (w tym również aniołowie ciemności) nie wiedzą wszystkiego. Pragną uzyskać wgląd w sprawy, których dokonuje Bóg (por. 1 P 1,12 oraz Mt 24,36), jednak poznanie takie nie będzie im dane. Wiedzą natomiast, że kiedyś będą sądzeni przez Lud Boży (por. 1 Kor 6,3). Osobnej uwagi wymaga opis zagłady pierworodnych w Egipcie. W Księdze Wyjścia (Wj 12,23) czytamy o Niszczycielu („aniele zniszczenia”, „Niosącym zagładę”), który miał wchodzić do domostw, aby odebrać życie wszystkiemu, co było tam pierworodne. Werset ten wspomina również, że sam PAN (hebr. JHWH) będzie szedł przez Egipt i potrząśnie (hebr. lingop, które jest formą czasownika nagap mówiącego o „silnym potrząśnięciu w celu zrzucenia czegoś z siebie”) jego mieszkańcami. Niektórzy sądzą, że to PAN odbierał życie pierworodnym, jednak tekst ten wyraźnie pokazuje, iż o ile decyzja o wstrząśnięciu Egiptem należała do Najwyższego, o tyle jednak jej wykonawcą był anioł imieniem Niszczyciel (hebr. Hammaszhit). PAN szedł przez Egipt, chroniąc przed nim te domostwa, które były oznakowane krwią baranka. O Niszczycielu (aniele zniszczenia) czytamy też w NT. Apokalipsa w Ap 9,11 mówi o nim Apollyon (hebr. Abaddon, pol. „Niszczyciel”, „Niosący zagładę”). W tej księdze jest on identyfikowany z szatanem. W analogicznym kontekście Paweł Apostoł w 2 Tes 2,10 użył czasownika apollymi w stronie biernej, aby podkreślić myśl, iż ludzie nielgnący aktywnie do Prawdy, czyli do Chrystusa (wcielonego Bożego Słowa), sami siebie poddają zgubnemu zwodzeniu, którego kresem będzie wieczna zagłada.
══════════
(*1) Analogiczny podział stosowali Żydzi, dzieląc świat na Żydów i nie-Żydów (pogan).
(*2) Szatan jest w Biblii określany mianem „przywódcy (gr. archon) tego świata” (por. J 12,31; J 14,30; J 16,11) oraz „władcy mocarstwa mroku” (por. Ef 2,2).
(*3) Smok i wąż są symbolami szatana, a gwiazdy w Biblii często symbolizują aniołów. Interpretatorzy powszechnie wiążą ten obraz z opisem z Iz 14,12-13. Komentowany tekst sugeruje, że zbuntowany szatan (o imieniu Lucyfer) pociągnął za sobą 1/3 aniołów. W konsekwencji buntu utracili oni swe pozycje w Niebiosach i zostali strąceni na Ziemię.

Apollos
Uczony i elokwentny Żyd rodem z Aleksandrii, świetnie znający żydowskie pisma święte (por. Dz 18,24) w tym → Septuagintę (grecki przekład Biblii Hebrajskiej). Wszystko wskazuje na to, iż był uczniem Jana zwanego Chrzcicielem (por. Dz 18,25). Po nauczaniu, które otrzymał w Efezie od małżeństwa Pryscylii i Akwili, współpracowników Pawła Apostoła, stał się niezwykle użytecznym głosicielem Prawdy Bożej w Chrystusie. Wyróżnił się sporym zaangażowaniem w budowanie wspólnoty wierzących w Koryncie (por. Dz 18,25-27; 1 Kor 3,4-6; 1 Kor 4,6). Nie wiadomo nic pewnego na temat jego działalności po opuszczeniu Koryntu. Co prawda Apostoł Paweł zachęcał go do powrotu do tego miasta, jednak Apollos – którego cechowały niezależne myślenie i duża doza asertywności – nie kwapił się do tego i odmówił prośbie Pawła (por. 1 Kor 16,12), chociaż w innych sprawach nadal współpracowali (por. Tt 3,13). Wielu badaczy przypisuje Apollosowi autorstwo Listu do Hebrajczyków z uwagi na wysoki poziom językowy tego dokumentu (najlepsza greka w całym NT) oraz dogłębną znajomość kwestii Prawa i tradycji żydowskiej.

Bałwochwalstwo
Gr. eidololatreia – „idolatria”. Bałwochwalstwo polega na czczeniu pojęć, symboli, postaci lub ich wizerunków (idoli, „bałwanów”) w takim samym stopniu lub wyższym, niż czci się Boga. W ST odnosi się głównie do oddawania czci bożkom lokalnych ludów (i ich wizerunkom). W Księdze Wyjścia Bóg wyraźnie powiedział:

Pamiętaj, abyś nie oddawał hołdu bóstwom, które są czczone przez innych ludzi. Nawet nie próbuj nadawać im rangi porównywalnej do mojej. Nie wolno ci ich czcić na równi ze mną(*1). W związku z tym nie będziesz czynił sobie żadnych posągów ani obrazów czegokolwiek, co możesz ujrzeć na niebie lub na ziemi, pod ziemią lub w wodzie. Nie będziesz oddawał im pokłonów i nie będziesz im służył, gdyż Ja, PAN – twój Bóg – jestem Bogiem Zazdrosnym, który sprawia, że kara za tego rodzaju występki swoimi skutkami dotyka nie tylko tych, którzy to czynią, lecz konsekwencje nienawiści, jaką w taki sposób mi okazują, będą ciągnąć się w ich rodzinach nawet do trzech pokoleń(*2). Jednocześnie przychylność, którą otaczam wszystkich trwających w miłości do mnie i stosujących się do moich poleceń, sprawia, że skutki mojego błogosławieństwa dla nich owocować będą w ich rodzinach nawet przez tysiąc pokoleń(*3). (Wj 20,3-6 NPD)

Bazując na tym zapisie, Żydzi oraz kościoły wyrosłe z nurtu reformacji zarzucają innym wyznaniom chrześcijańskim bałwochwalstwo z uwagi na modlitwy odprawiane przed posągami, obrazami czy kierowane do osób, którym nadają tytuł „święty”, podczas gdy Bóg wyraźnie zastrzega jedynie dla samego siebie prawo do tego tytułu i do tego, że tylko On ma być adresatem modlitw (por. Kpł 11,44-45; Kpł 20,26; 1 P 3,15; Ap 4,8; Ap 19,10; Ap 22,8-10). Oczywiście ludzie ci mają rację w swym oburzeniu, gdyż zgodnie ze wzorcem modlitwy, jaki Jezus przekazał swoim uczniom (por. Mt 6,5-15), wszelkie modlitwy powinny być kierowane do Ojca w Niebiosach.

Jest jednak pewien szkopuł w postępowaniu części osób piętnujących bałwochwalstwo innych na bazie ST. Osądzający często wydają się zapominać o nauce NT na temat bałwochwalstwa, a więc o tym, co Jezus przekazał swoim uczniom, aby oni dalej nauczali. Według NT bałwochwalstwem jest nie tylko modlenie się do posągów, obrazów czy zmarłych osób, lecz także stawianie we własnym życiu na piedestale chwały pewnych idei, spraw materialnych czy żywych osób zwanych wprost idolami. Takimi sprawami czy osobami wynoszonymi ponad Boga mogą być pieniądze, trendy w modzie, władza polityczna, układy gospodarcze, a z ludzi mogą to być celebryci sportowi i piosenkarze, aktorzy, prezenterzy telewizyjni czy politycy. Wystarczy poczytać następujące fragmenty z Pisma św., by mieć dobry ogląd tego, w jakim KONTEKŚCIE Słowo Boże mówi o bałwochwalstwie: 1 Kor 5,10-11; 1 Kor 6,9; 1 Kor 8,10; 1 Kor 10,7; 1 Kor 10,14; Ga 5,20; 1 P 4,3; Ap 21,8; Ap 22,15. Oprócz tych tekstów są jeszcze trzy mocniejsze:

Bądźcie też świadomi, że nikt, kto prowadzi nieczyste życie – w tym ludzie uwikłani w pornografię lub seksualnie wyuzdani – ani żaden chciwiec, to znaczy bałwochwalca, nie mają dziedzictwa w Bożym Królestwie Chrystusa. (Ef 5,5 NPD)

Niech więc martwymi pozostają dla was takie ziemskie sprawy, jak pornografia i swoboda seksualna, wszelka nieczystość, namiętne pożądanie złych rzeczy, zachłanność w dogadzaniu sobie i niepohamowana żądza bogacenia się, która jest bałwochwalstwem. (Kol 3,5 NPD)

(...) korzeniem wszelkiego zła jest ukochanie pieniędzy, a wszyscy, którzy o nie zabiegają, krok po kroku dają się odciągać od zaufania Bożemu Słowu i wystawiają się na liczne problemy oraz boleści. (1 Tm 6,10 NPD)

Bazując na tych tekstach, trzeba wyraźnie stwierdzić, że pojęcie bałwochwalstwa nie ogranicza się jedynie do oddawania czci posągom, obrazom czy innego typu „idolom” i nie dotyczy tylko świata, który odrzuca Boga, lecz krzewi się także wśród osób, które oficjalnie deklarują się jako wierzące, i występuje także w kościołach poreformacyjnych, które same siebie deklarują jako ściśle biblijne. Nie jest to nic zaskakującego, gdy rozumiemy, jakim problemem jest dla człowieka jego stara, grzeszna natura, która nim rządzi, jeśli nie została całkowicie uśmiercona (por. Rz 6,1-9; Ga 5,24). Jezus jasno nauczał, że podstawą życia w relacji z Bogiem jest pełne poddanie się Ojcu w Niebiosach, zasmucenie z powodu grzechu, pragnienie Bożej sprawiedliwości, miłosierdzie wobec innych, wrażliwość na cudzą niedolę, zachowanie w czystości własnego serca i pokorne znoszenie prześladowań (por. Mt 5,4-11). Jeśli zaś chodzi o ukochanie pieniędzy i przemożną chęć bogacenia się, mówił: „Nie ma (...) żadnej możliwości, byście mogli jednocześnie służyć i Bogu, i mamonie” (por. Mt 6,24 NPD; Łk 16,13 NPD).

Bałwochwalstwo jest rzeczywiście poważnym problemem duchowym. W Piśmie św. jest nazywane wprost duchowym cudzołóstwem (hebr. zanah, gr. porneia) – por. Ps 106,36-39; Dz 15,20; Dz 21,25; Jk 4,4; Ap 2,20. Czy jednak jest ono związane jedynie z zachowaniami opisanymi wyżej? Otóż w 1 Księdze Samuela Bóg przez proroka ogłasza taką prawdę:

Bunt jest w oczach PANA jak grzech wróżbiarstwa, a trwanie w oporze wobec Jego Słowa jest jak niegodziwość i grzech bałwochwalstwa! (1 Sm 15,23 NPD)

W tym kontekście każdy, kto zarzuca innym bałwochwalstwo, powinien sam dokładnie zbadać swoje serce, aby w Dniu Sądu nie został potępiony własnymi słowami (por. Mt 7,2; Rz 2,1-3), gdyż lepiej jest we właściwy sposób oceniać samego siebie (por. 1 Kor 11,31), niż koncentrować się na błędach innych. Bałwochwalcami są bowiem nie tylko ludzie, którzy modlą się do wizerunków ludzi, zwierząt czy wyimaginowanych bóstw czy symboli, ale także ci, którzy stawiają opór Bożemu Słowu (co oznacza, że chociaż je znają, nie stosują go – por. Jk 1,21-24), oraz ci, których serca przywiązane są do pieniędzy (mamona), albo którzy (nawet jeśli tych pieniędzy nie mają) przesiąknięci są pragnieniem bogacenia się. To bowiem jest korzeniem wszelkiego zła (por. 1 Tm 6,10).
══════════
(*1) Dosł. „obok mnie”.
(*2) Niektórzy tłumacze przekładają ten tekst, sugerując, że Bóg wymierza karę za czyny ojców na ich synach, wnukach i prawnukach, aż do trzeciego i czwartego pokolenia. Jednak Jezus w J 9,3-5 wyjaśnia, że taki pogląd nie jest słuszny. Każdy bowiem sam zda sprawę przed Bogiem tylko z własnych grzechów, co potwierdza również Apostoł Paweł w Rz 14,12. Jednak środowisko, jakie jest tworzone przez grzech każdego człowieka, oddziałuje na wszystkich dookoła, a szczególnie na ich rodziny. Odstępstwo od Boga jest grzechem kładącym się cieniem nawet na czterech pokoleniach (przekleństwo pokoleniowe). Proces owocowania takiego grzechu łatwo można zobaczyć w każdej społeczności i w każdym czasie historycznym. Jest to społeczna konsekwencja grzechu.
(*3) Obietnica dotyczy tylko tych, którzy trwają w miłości i wierności wobec Boga. W oczywisty sposób nie obejmuje tych, którzy się Mu sprzeniewierzają. Pouczająca w tym względzie jest historia kapłana Helego i jego synów, którzy również byli kapłanami (por. 1 Sm 2,28-34). Jednak zasadniczym kluczem do zrozumienia tej obietnicy jest porównanie zakresu skutków Bożej kary i Bożej przychylności (łaskawości). Skutki Bożej łaskawości znacznie przewyższają skutki kary. Mocny i wyczerpujący wykład tego dał Apostoł Paweł w Rz 5,12-21.

Barnaba
Barnaba, zwany też Barnabas (por. Dz 4,36-37), syn Józefa, był → Lewitą z Cypru, gdzie posiadał ziemię. Lewici nie otrzymali działu ziemi w Kanaanie i dlatego mieli być utrzymywani przez resztę pokoleń Izraela darowiznami w postaci → dziesięcin. Jednak poza Izraelem mogli mieć ziemię, w posiadanie której wchodzili przez koligacje rodzinne lub transakcje handlowe. Barnaba był prorokiem i nauczycielem w Antiochii. To on sprowadził do tego miasta Szawła (Pawła) z Tarsu i mocno wciągnął tego Apostoła w służbę nauczycielską (por. Dz 11,25-26). Był tym, który nowo nawróconego Szawła wprowadził w środowisko Apostołów w Jerozolimie (por. Dz 9,27). Współtowarzysz Pawła Apostoła w jego pierwszej podróży misyjnej (por. Dz 13,2-3). Ich współpraca zakończyła się przed drugą podróżą misyjną Pawła sporem o Jana Marka (por. Dz 15,36-39) – późniejszego ewangelistę. I chociaż relacje Pawła z Markiem zostały odnowione w Rzymie (podczas uwięzienia Apostoła – por. Kol 4,10; Flm 24), Biblia nic nie wspomina o dalszych dziejach Barnaby. Tradycja związana z Tertulianem przypisuje mu autorstwo Listu do Hebrajczyków. Legenda głosi, że poniósł śmierć męczeńską przez ukamienowanie w Salaminie na Cyprze, gdzie podobno sprawował funkcję biskupa.

Bazar Annasza
W czasach Jezusa kontrolę nad biznesem świątynnym (por. Łk 19,45-46; J 2,13-16) sprawował kapłański ród Sadokitów. Kluczową rolę w tym biznesie odgrywał → Bazar Annasza, którego istnienie potwierdzają również pozabiblijne historyczne zapisy. Stragany na terenie przyświątynnym, gdzie prowadzona była sprzedaż certyfikowanych zwierząt (zatwierdzonych wcześniej przez kapłanów) na ofiary lub wymiana pieniędzy na walutę świątynną (kantory świątynne), pracowały na podstawie koncesji wydawanych przez arcykapłana. Było to oczywiście źródłem rosnących fortun rodów kapłańskich. Skutkowało również kompletną degradacją posługi kapłańskiej.

Od czasów kapłańskiej dynastii hasmonejskiej(*1) Żydzi bili własne monety w srebrze (tzw. srebrniki, ortodoksyjne szekle), które jako jedyne miały status waluty świątynnej. Tylko nimi można było opłacać obowiązkowe daniny religijne. To oczywiście stało się powodem wielkiego rozkwitu kantorów wymiany waluty, które funkcjonowały we wszystkich miastach Judei i Galilei. Ich właściciele musieli uzyskać od kapłanów licencję na sprzedaż waluty świątynnej. Podstawowy podatek świątynny, płatny w okresie obowiązkowej pielgrzymki do Jerozolimy na doroczną Paschę, wynosił pół szekla (z opłat zwolnieni byli: kapłani, kobiety, osoby niepełnoletnie oraz niewolnicy). W czasach opisywanych w NT biznes ten znajdował się w pełnym rozkwicie. To właśnie na bazarze Annasza miały miejsce wydarzenia (prawdopodobnie były dwa takie zajścia – Jan opisał jedno, a synoptycy drugie) opisane w Mt 21,12-13; Mk 11,15-17; Łk 19,45-46; J 2,13-16.

Niestety, podobny proceder biznesów religijnych kwitnie do dziś niemal we wszystkich środowiskach, w których istnieje jakaś forma kasty duchownych roszczących sobie pretensje do bycia pośrednikami między ludźmi a Bogiem(*2) (patrz też → Świątynny model religijności a biblijne chrześcijaństwo). U Żydów są to rabini dysponujący specjalną jurysdykcją terytorialną, którzy – za odpowiednią opłatą – wydają certyfikaty koszerności. W środowiskach muzułmańskich wyznaczeni imamowie wydają odpłatnie certyfikaty halal. Oczywiście ludzie ci pobierają opłaty także za inne czynności religijne. Dramatem religii, którym służą owi duchowni, jest to, że odciągają oni miliony ludzi od Chrystusa.

Niestety, finansowe żerowanie na religijności ludu ma miejsce również w światowym chrześcijaństwie(*3). Prowadzi to oczywiście do całkowitego wypaczenia przesłania Jezusa (por. Mt 6,24; Mt 10,8; Łk 6,13; Rz 3,24; 2 Kor 11,7; 2 Tes 3,8; Ap 21,6; Ap 22,17) i jednego wielkiego skandalu, na który składają się: handlowanie stanowiskami kościelnymi (tzw. → symonia), niepohamowane gromadzenie majątków przez organizacje eklezjalne (por. Łk 16,14; 1 Kor 6,10; 1 Tm 3,1-3; 1 Tm 6,9-10; 2 Tm 3,2; Tt 1,7), pobieranie opłat za obligatoryjne czynności religijne (por. Mt 17,24), nakładanych na lud nie na podstawie Słowa Bożego, ale wewnętrznych przepisów danej organizacji, nauczanie o → dziesięcinach (w kompletnym oderwaniu od rzeczywistości Bożego Słowa) i tym podobne. Między innymi z tego to powodu w społecznym postrzeganiu światowe chrześcijaństwo tak bardzo degraduje się moralnie (por. Rz 2,24; Jud 10-16).

Patrz też → Dziesięciny i ofiary; → Świątynny model religijności a biblijne chrześcijaństwo.
══════════
(*1) Hasmoneusze (znani także jako Machabeusze – hebr. Makabim) byli znaczącym rodem kapłańskim, który przewodził żydowskiemu powstaniu narodowo-wyzwoleńczemu w latach 167-160 p.n.e. (dużo ciekawych informacji na ten temat można znaleźć zarówno w Pierwszej i Drugiej Księdze Machabejskiej, które są zaliczane do ksiąg deuterokanonicznych, jak i w Wojnie żydowskiej Flawiusza). Powstanie wybuchło w odpowiedzi na sprofanowanie świątyni jerozolimskiej przez Antiocha IV Epifanesa, który w czasach okupacji Judei przez Seleucydów (zhellenizowanych władców Syrii) nakazał wybudować w niej ołtarz Zeusa Olimpijskiego, gdzie były składane nieczyste ofiary pogańskie, oraz wprowadził prostytucję sakralną do zabudowań świątynnych. Po latach wojny i układach z Selucydami Judea uzyskała względną niepodległość, a dynastia Machabeuszy objęła w niej panowanie aż do roku 37 p.n.e. Praktycznie od roku 63 p.n.e., w którym legion rzymski pod wodzą Pompejusza wkroczył do Judei, były to rządy marionetkowe, które formalnie zakończyły się w roku 37 p.n.e., gdy Herod Wielki (wspomniany w NT król panujący w Judei w czasach narodzenia się Jezusa z Nazaretu), na czele dwóch legionów rzymskich, wkroczył do Jerozolimy. Aresztował Antygona (ostatniego władcę hasmonejskiego) i odesłał go do Antiochii Syryjskiej, gdzie na rozkaz Marka Antoniusza został ścięty. Herod nie był Żydem tylko Idumejczykiem, lecz Rzymowi nie przeszkadzało to nadać mu tytułu króla Judei.
(*2) Zgodnie z nauczaniem Biblii jedynym pośrednikiem między ludźmi a Bogiem jest sam Jezus Chrystus (por. 1 Tm 2,5; Ga 3,20), a jedynym Jego zastępcą na Ziemi jest Duch Świętego Boga (por. J 14,16-18; 1 J 2,20; 1 J 2,27).
(*3) Redakcja NPD używa określenia „światowe chrześcijaństwo” w sposób całkowicie przemyślany, aby podkreślić odrębność tego, co świat nazywa „religią chrześcijańską” (por. Dz 11,26), od tego, co w NT jest prezentowane jako chrześcijaństwo, a Jezus i Jego Apostołowie zwali uczniostwem (por. hasło → Uczeń).

Boża miłość
Boża cecha charakteru opisywana jako „miłość” (gr. agape) nie ma nic wspólnego ze stanem ckliwego i romantycznego rozrzewnienia emocjonalnego. Greckie słowo agape nie niesie w sobie żadnego kontekstu emocjonalnego. Jest ono ściśle związane z działaniem na skutek podjętej świadomie decyzji. Zgodnie z biblijnym świadectwem Boża miłość jest postawą świadczenia dobra również tym, którzy na to dobro wcale nie zasługują. Widać to znakomicie w relacji Bóg – człowiek. Ludzie w niczym nie zasłużyli sobie na umiłowanie przez Boga, lecz On sam podjął decyzję, żeby wyświadczyć im dobro, czyli okazać swoją miłość przez działanie zbawcze.

Wbrew popularnym nauczaniom o Bożej miłości Biblia nie daje podstaw do stwierdzenia, że Bóg miłuje każdego człowieka. Pogląd ten jest tak samo fałszywy jak pomysł, iż wszyscy ludzie są dziećmi Bożymi(*1). Wiekuisty daje każdemu człowiekowi okazję poznania prawdy, ponieważ pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni (por. 1 Tm 2,4). Jednak miłuje tylko tych, którzy składając w Chrystusie całą swą nadzieję i zaufanie, wyraźnie potwierdzają, że jest On wiarygodny (por. J 3,33). Najwyższy bowiem tylko w jeden sposób i jeden raz okazał światu swoje zmiłowanie – przez wydanie na śmierć swego Jedynego Prawowitego Syna (por. J 3,16). Niestety, wielu teologów i duszpasterzy nie trzyma się treści przekazu biblijnego. Łatwo wchodzą w nauczanie naszpikowane różnego typu socjotechnikami pobudzającymi ludzkie uczucia i na tak ukształtowanym gruncie emocjonalnym budują obraz Boga, który po całym świecie wręcz ściga ludzi swoją rozbuchaną miłością. Kolejnym ich krokiem jest zaprzestanie nauczania o Sądzie Bożym i potępieniu, które czeka każdego, kto nie narodzi się z Bożego Ducha i nie wytrwa w Chrystusie, przechodząc w doczesności przez proces uświęcenia (por. Hbr 12,14). Tę manipulację widać szczególnie w przekładach oraz interpretacjach wersetu J 3,16. Więcej w haśle → J 3,16 – Aspekty tłumaczeniowe i teologiczne.

Aby zrozumieć problem, jaki wiąże się z popularnymi tłumaczeniami wersetu J 3,16, trzeba m.in. uświadomić sobie, że w Biblii słowo „świat” nie jest tożsame ze środowiskiem przyrodniczym (naturą) otaczającym człowieka. To środowisko w języku biblijnym nazywa się „stworzenie”, ponieważ jest dziełem Stwórcy. Gdy w Biblii mowa jest o świecie, chodzi o sposób myślenia, pewnego rodzaju ideologię zła, jakie dominuje w doczesności. Ludzie kłamią i oszukują, zabijają, niszczą innych, są przesiąknięci pychą. Żądza władzy i panowania nad innymi popycha ich do najokrutniejszych zbrodni, a chciwość sprawia, że dopuszczają się najohydniejszych występków. Pornografia swoim wpływem obejmuje coraz to większe środowiska (nawet kościelne). Jednocześnie w ludzkich sercach brak jest gniewu jako właściwej reakcji na grzech, a to jest przesłanką do stwierdzenia, że nie ma w nich prawdziwej Bożej miłości. Bóg w taki bowiem sposób reaguje na grzech. Widać to wyraźnie w postawie Jezusa. Prawdziwa miłość do Ojca wzniecała w Nim sprawiedliwy gniew przeciwko religijnym handlarzom czyniącym ze świątyni miejsce ekonomicznego rozboju. Jego gniew wybuchał gwałtownie przeciwko faryzeuszom, uczonym w Piśmie i specjalistom od Prawa Mojżeszowego, którzy nie tylko fałszowali przesłanie Bożego Słowa, lecz także nakładali na lud obciążenia, których Najwyższy nigdy nie zamierzył (por. Mk 12,38-40). Hipokryzja religijnych przywódców i nauczycieli narodu polegała na żerowaniu na naiwności ludu oraz jego braku znajomości Bożego Słowa (w tym również Bożego Prawa), którego oni właśnie mieli ten lud nauczać. Liderzy religijni doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że to z powodu ich zaniedbań lud, któremu przewodzą, zmierza ku potępieniu (por. J 7,49). Jednak zamiast nauczać o prawdziwym Bogu i Jego charakterze, zamiast nauczać Jego Słowa, wykorzystywali lud i jego nieznajomość charakteru Boga oraz Jego woli do własnych celów. Powierzoną ich pieczy społeczność wyzyskiwali finansowo, dostosowując do tego procederu własne interpretacje Bożego Słowa i wprowadzając nauczanie własnych przepisów religijnych, które nie tylko nie odzwierciedlały Bożych prawd, lecz nawet im przeczyły. Przykład Jezusa pokazuje, że prawdziwej Bożej miłości musi towarzyszyć także „święty gniew” skierowany przeciwko grzechowi. „Święty gniew” jest drugą stroną medalu zwanego „Boża miłość”. Upewnia nas o tym sam Chrystus, który jest najdoskonalszym uosobieniem Bożej miłości i najpełniejszym jej wyrazem. To o Nim świadczy Słowo, że pierwszy raz przyszedł ratować to, co zginęło (miłość) – por. Łk 19,10; J 12,47 – jednak drugi raz przyjdzie w Dniu Pomsty (Dniu Bożej odpłaty), aby wszystko osądzić, ujawniając sprawiedliwy gniew Boga – por. J 5,22; Rz 2,8; Rz 2,16; Kol 3,5-6; 2 Tm 4,1; Jud 15; Ap 15,1.

Świat (współczesna kultura) używa jednego słowa: „miłość”, do zunifikowanego opisu pięciu różnych zachowań i sytuacji, które w języku greckim mają różne określenia. Jest to niewątpliwie wyraźny znak zwodzenia świadczący o wzmożonej duchowej walce, w celu spłycenia i zmanipulowania Bożego przekazu o ratunku w Chrystusie. Świat całą swoją mocą pracuje nad tym, aby zafałszować przekaz Bożego Słowa i ugruntowywać w społecznym myśleniu jego złe zrozumienie. To, co w języku greckim bywa opisywane pięcioma różnymi słowami: epithymia, eros, storge, filia, agape, świat często opisuje jednym słowem „miłość”.

Jak wspomniano już wyżej, postawa Boga wobec ludzi jest w NT zasadniczo opisywana słowem agape (czas. agapao). Niesie ono w sobie opis postawy ofiarnej Bożej miłości polegającej na bezinteresownym świadczeniu dobra innym, także wtedy gdy obdarowani na takie dobro wcale nie zasługują. Słowo to nie ma w sobie żadnego zabarwienia emocjonalnego, lecz wyraża osobistą decyzję działania wypływającą z wolnej woli tego, kto decyduje się na wyświadczenie dobra. W grece antycznej znaczenie tego słowa dość długo ewoluowało, aby w koine (język NT) osiągnąć przedstawiony wyżej sens.

Agape pojawia się w NT prawie 120 razy, a agapao ponad 130 razy. Warto powtórzyć, że w rozumieniu NT agape nie wyraża emocji, nie jest sentymentalizmem, lecz opisuje postawę świadomego wyboru i ofiarnego działania. Jest to działanie pomimo, czyli chodzi o wyświadczanie komuś dobra, nawet gdy dana osoba na to dobro wcale nie zasługuje. Agape ukazuje więc cechę charakteru tego, kto w ofiarny sposób wyświadcza drugiemu dobro, a nie wartość osoby obdarzanej dobrem. To, że ktoś doświadcza miłości agape, wcale nie świadczy o tym, że zasługuje na tę miłość lub że jest wspaniały w oczach osoby obdarzającej go dobrem. Agape to postępowanie wynikające z wyboru dobra jako podstawowej wartości działania. W postawie agape emocje są bez znaczenia. Mogą być oczywiście wsparciem, lecz najczęściej są przeszkodą, którą trzeba pokonać. Jeśli wpływają na działanie, wówczas nie jest to postawa typu agape, lecz jakaś inna relacja (np. filia czy storge). Bóg, którego cechą charakteru jest postawa ofiarnej miłości, oczekuje również takiej postawy od swych duchowych dzieci. Obecność postawy ofiarnej miłości w życiu wierzących jest jak duchowy kod genetyczny DNA Bożego Życia. To jej obecność w życiu człowieka jest najmocniejszym dowodem tego, iż dana osoba jest zanurzona w Ducha Bożego, czyli w Ducha Chrystusa (patrz też Ga 5,22-23). Ofiarna postawa Bożej miłości jest najważniejszym ZNAKIEM Bożego DNA, po którym można poznać, kto rzeczywiście jest uczniem Jezusa (por. J 13,35). Drugim znakiem jest owoc życia danego człowieka (por. Mt 7,16-20 i Ga 5,22-23). W tym zestawieniu posiadanie darów duchowych nie jest żadnym świadectwem Bożego duchowego DNA, a jedynie wyrazem „technicznego” obdarowania dla budowania wspólnoty Bożego ludu. Wiadomo bowiem, że dary duchowe mogą być źle wykorzystywane (np. w celach egoistycznych), mogą nawet stać się przyczyną problemów we wspólnocie. Tymczasem ofiarna Boża miłość nigdy nie stanowi takiego zagrożenia, ponieważ „cechuje [ją] cierpliwość i uprzejmość wobec innych. Kto trwa w ofiarnej postawie Bożej miłości, temu obca jest zawiść. Taki człowiek nie puszy się, nie wynosi nad innych, nie zachowuje się po chamsku, nie jest samolubny ani złośliwy, nie rozpamiętuje swoich krzywd i nie czerpie satysfakcji z niesprawiedliwości, lecz zawsze współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, nigdy nie traci ufności ani nadziei, gdyż – trwając w postawie ofiarnej Bożej miłości – potrafi wszystko przetrwać. I pamiętajcie: ofiarna Boża miłość nigdy się nie poddaje – ona nigdy nie ustaje!” (1 Kor 13,4b-8a NPD).

W Liście do Galatów Apostoł Paweł ujął to jeszcze w inny sposób. Stwierdził tam, że ZNAKIEM Bożego DNA jest „postawa ofiarnej Bożej miłości, którą cechuje prawdziwa radość, pokój, wielkoduszność, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność i powściągliwość. Jeśli tak postępujemy, to Prawo Boże nie ma wobec nas zastosowania. Dlatego tak łatwo jest rozpoznać tych, którzy należą do Chrystusa. Oni bowiem – wzorem Jezusa – ukrzyżowali swoją starą naturę wraz z jej namiętnościami i pożądaniami” (Ga 5,22b-24 NPD). Taki owoc życia według ducha poddanego Bożemu Duchowi przynosi Niebiańskiemu Ojcu chwałę (por. J 15,8). Chociaż główny przekaz mówiący o ofiarnej Bożej miłości objawionej ludziom W CHRYSTUSIE jest w NT realizowany za pomocą rzeczownika agape oraz czasownika agapao, to oczywiście rozumiemy, że Bóg stworzył również eros, storge oraz filia. W całej Biblii możemy zauważyć, iż Bóg swój związek z ludem, który w Nim składa zaufanie i wiąże się z Nim przymierzem, porównuje do relacji małżeńskiej. Taką relację Bóg wzbogaca poprzez nasycenie jej filia, storge i ginosko (odpowiednik eros). Odstąpienie ludu od osobistej z Nim relacji nazywa zdradą, cudzołóstwem, ohydą i hańbą. W szerokim znaczeniu na opisanie tego typu zachowań Biblia w ST stosuje słowo hebr. zanah, a w NT i w Septuagincie gr. porneia. Relacja Boga z Izraelem, który był pierwociną Ludu Bożego, została opisana np. w Księdze Ozeasza jako małżeństwo proroka z prostytutką. Z kolei relacja Boga z ludem wiary – tzn. zapowiedzianym i obiecanym Abrahamowi Ludem Bożym – ukazana jest (np. w Mt 25,1-13, Ef 5,21-33 czy Ap 21,2-9) jako związek Oblubieńca i Oblubienicy. Widzimy zatem, że osobiste doświadczenie (poznanie) Boga i doświadczenie Jego agape, storge i fileo są dostępne tylko dla tego człowieka, który zaufał Bogu, który jest z Nim w relacji Oblubieniec – Oblubienica. Dla ludzi, którzy nie ufają Bogu, relacja osobistego związku z Bogiem nie jest w ogóle dostępna. Oni pozostają w relacji osobistej odpowiedzialności za odrzucenie Bożej propozycji zawarcia uniewinniającego ich (wykupującego) małżeństwa. Brak decyzji wejścia w taki związek jest de facto odrzuceniem samego Boga. Ludzie, którzy to czynią, w ramach konsekwencji własnego wyboru staną kiedyś w obliczu Najwyższego Sędziego, który zgodnie z Bożym Prawem dokona Sądu. Karą za najmniejszy grzech (choćby tylko jeden i popełniony raz, nawet jedynie w myślach) lub choćby tylko jedno zaniechanie dobra będzie wieczna Śmierć, czyli nigdy niekończące się potępienie. Będzie to wieczna egzystencja w oddaleniu od Boga, w środowisku obrazowo opisanym przez Apostoła Jana jako „ogniste jezioro płonącej siarki” razem z szatanem i jego aniołami (demonami), w bólu i cierpieniu, bez żadnej nadziei i szansy na jakąkolwiek zmianę w przyszłości.

Najwyższy nie pozostawia żadnej wątpliwości. W trzecim rozdziale Dobrej Wiadomości o ratunku w Chrystusie w relacji Jana wyraźnie pokazuje, że jest tylko jedna droga do wejścia w osobisty związek (małżeństwo) z Bogiem. Jest nią Jezus Chrystus, w którym Bóg objawił się na Ziemi i dlatego w Nim udostępnił swoje miłosierdzie, swoją łaskawość i swoje przebaczenie. Tylko przez zanurzenie się W CHRYSTUSA i trwanie w Nim człowiek może dostąpić udziału w Bożym dziedzictwie. Życie i trwanie W CHRYSTUSIE musi jednak zawsze mieć swój początek. Tym początkiem jest opamiętanie się (nawrócenie – gr. metanoia), które polega na zasadniczej przemianie myślenia i postępowania. To ono musi poprzedzać złożenie przez człowieka ufności w Chrystusie. Takie wydarzenie jest w Biblii nazywane → Duchowym narodzeniem, → Narodzeniem z Bożego Ducha, → Nowym narodzeniem, → Powtórnym narodzeniem.

Odpowiednikiem słowa gr. agape jest w języku hebrajskim ahb, które czyta się: ahaw. W manuskryptach świętych pism hebrajskich składa się ono z trzech liter: AHB. Znaczenie pierwszej aleph (A) jest identyfikowane ze słowem „wódz”, „przywódca”, „pierwszy”. Znaczenie ostatniej litery bet (B) to „dom”. Gdyby nie było litery środkowej, to te dwie litery zestawione razem tworzyłyby słowo AB oznaczające „ojciec” (abba to jego rozwinięta forma). Jednak pomiędzy literami A i B znajduje się litera heh (H), która w języku hebrajskim symbolizuje Bożego Ducha w Jego delikatnym, ożywczym tchnieniu. Ta niezwykła litera występuje aż dwa razy w tetragramie JHWH. Widać z tego, jak wielkie znaczenie i jak ważny kontekst słowu agape dodaje jego hebrajski odpowiednik ahaw.

Jednym z największych problemów we współczesnym chrześcijaństwie (obok fałszywego nauczania o roli i działaniu → Ducha Świętego Boga) jest emocjonalizowanie kwestii Bożej miłości. Na bazie sformułowania „Bóg cię kocha” są budowane całe konstrukty teologiczne. Niestety, zwykle profilują one Boga jednostronnie i nie uwzględniają innych Jego cech (jak np. świętość czy sprawiedliwość), przez co stwarzają Jego obraz nieoddający prawdy nauczania NT.

Patrz też → Miłość.

══════════
(*1) Biblia wyraźnie zaświadcza, że wszyscy ludzie są Bożymi stworzeniami, które od czasu wejścia grzechu do świata żyją w buncie wobec Najwyższego. Dlatego nazywani są „synami buntu” lub „dziećmi przekleństwa” (por. Ef 2,2; Kol 3,6; 2 P 2,14). Dziećmi Bożymi są tylko ci, którzy narodzili się duchowo (por. Rz 9,8). Dużo o tym mówi Pierwszy list Jana. Więcej w haśle → Dziecięctwo Boże.

Boża sprawiedliwość
Sprawiedliwość jest działaniem polegającym na sprawianiu (wprowadzaniu w życie) prawości. Biblia wielokrotnie mówi o tym, że tylko Bóg jest sprawiedliwy (por. Wj 9,27; Pwt 32,4; 2 Krn 12,6; Ne 9,33; Ps 7,10; Ps 9,5; Ps 116,5; Ps 119,137; J 17,25; Rz 3,26; Ap 16,5), co związane jest również z Jego funkcją Najwyższego Sędziego (por. Ps 9,5; Ps 7,12; Ml 2,17). To On określa, co jest sprawiedliwe, a co nie. Wynika to z Jego charakteru i działania. Świat często próbuje postawić koncepcję sprawiedliwości ponad Bogiem, jakby idea sprawiedliwości była czymś większym niż sam Bóg. System wartości świata próbuje ignorować wyłączność kompetencji Boga do decydowania o tym, co jest sprawiedliwe, a co nie. Tymczasem to punkt widzenia Najwyższego jest punktem odniesienia do właściwego zrozumienia, czym jest sprawiedliwość, gdyż tylko Bóg definiuje ją w sposób absolutny. Ludzka sprawiedliwość – niezależnie od ustroju społecznego – reprezentuje jedynie ludzkie wyobrażenia, a przeważnie jest odzwierciedleniem interesów grup społecznych czy politycznych mających wpływ na legislację. To właśnie te grupy lub jednostki próbują na nowo definiować pojęcie „sprawiedliwość” oraz wpływać na społeczne kształtowanie moralnego jej zrozumienia. Takie podejście do sprawiedliwości stwarza wrażenie, że ona sama w sobie jest wartością absolutną. Szczególnie widać to w społeczeństwach o tzw. ustroju demokratycznym(*1), które w swej pysze sądzą, że nawet Bóg musi się im podporządkować. Nic bardziej mylnego. Taki sposób myślenia jest zwykłym bałwochwalstwem!

Podejmowanie prób wyznaczania innych standardów sprawiedliwości niż Boskie (niezależnie od tego, czy są czynione przez władzę świecką, czy kościelną) jest w perspektywie eschatologicznej z góry skazane na porażkę, gdyż żaden człowiek nie jest prawdziwie sprawiedliwy (por. Koh 7,20; Rz 3,10), a każda niesprawiedliwość wzbudza Boży gniew i separuje człowieka od Boga (por. Łk 13,27). Bóg nienawidzi nie tylko grzechu, lecz także ludzi go popełniających. Pogląd ten nie jest popularny w kręgach współczesnej psychologii(*2), ale prawdziwy w świetle przekazu biblijnego (por. Ps 5,5-6; Mt 7,23; Ap 21,8; Ap 22,15).

Celem → Bożego Prawa, które przez Mojżesza zostało nadane Izraelitom, było ukazanie Bożej świętości i sprawiedliwości, które de facto nie są osiągalne dla jakiegokolwiek człowieka. Dlatego celem tego Prawa nigdy nie było doprowadzenie Hebrajczyków do zbawienia, ale do zrozumienia, jak bardzo potrzebują tego zbawienia z rąk Najwyższego (por. Ga 3,10-12 oraz Ga 3,19-24). To zbawienie (czyli uwolnienie od mocy, wpływów, konsekwencji oraz obecności grzechu) istnieje tylko w Chrystusie (por. Rz 3,21-24). Tylko w Nim człowiek może dostąpić → nadania Bożego statusu sprawiedliwości, co jest tożsame z otrzymaniem tytułu „sprawiedliwy” i oznacza uznanie kogoś za godnego relacji z Bogiem. Dla żadnego człowieka w żadnych czasach nie było i nie jest to możliwe poza Chrystusem. Bóg jest na to zbyt święty. Dlatego Bóg osobiście, w osobie Jezusa z Nazaretu, dokonał dzieła odkupienia ludzi z grzechu i dlatego w Chrystusie (i tylko w Nim) mogą oni otrzymać godność sprawiedliwych (por. Rz 1,16-17; Rz 3,21-22; Rz 5,21; Ef 4,24; Flp 3,9) jedynie przez zanurzenie się i trwanie w Jego sprawiedliwości (sprawiedliwość nadana).

Plan zbawienia (opisany w Ef 1), czyli doprowadzenia ludzkości do standardu Bożej sprawiedliwości, wymagał ustanowienia wiekuistej ofiary za grzech ludzkości, którą na sobie miał ponieść Boży Baranek – Mesjasz, jedyny prawdziwie Sprawiedliwy. Dlatego wierzący powinni zabiegać przede wszystkim o to, by w obecnym życiu „nasiąkać” Jego charakterem (por. 1 Kor 1,30). W Dniu Ostatecznym każdy człowiek zostanie osądzony według swej postawy wobec Chrystusa – tzn. czy zgodnie z Dobrą Wiadomością o ratunku w Chrystusie poddał się Chrystusowi, zanurzył się w Jego Ducha i wytrwał w Jego Słowie. Tego dnia nie będzie chodziło o ustalenie poziomu wiedzy biblijnej ani przekonań filozoficzno-teologicznych danej osoby, ale o to, czy jej postawa serca i zaufanie do Bożego Słowa wyrażały się osobistym posłuszeństwem Jezusowi Chrystusowi, który nie tylko jest wcielonym Bożym Słowem, ale też Tym, który na przestrzeni wieków objawiał się jako Bóg JESTEM (por. Dz 7 ze szczególnym naciskiem na Dz 7,52-53 oraz Wj 3,14). Jezus podkreślał bardzo mocno, że w Dniu Sądu kluczowe znaczenie będzie miało to, jak ktoś odnosił się do Jego Słowa (por. J 12,48; Ap 19,11-16).

Prawdziwe przyjęcie łaski i tytułu sprawiedliwości w Chrystusie skutkuje zawsze duchowym owocem (zmianą stylu życia – por. 1 J 1,5-2,11 oraz 1 J 2,28-3,24). Trudno mówić o prawdziwym nawróceniu, jeśli w człowieku nie ma owocu nawrócenia. Kluczową sprawą w opamiętaniu się jest „śmierć dla grzechu” (por. Rz 6,1-7), a więc zerwanie z grzechem, wypowiedzenie mu posłuszeństwa. Konsekwencją uznania człowieka za sprawiedliwego w Chrystusie jest uwolnienie go spod przemożnego panowania grzechu. Zatem żaden chrześcijanin nie musi już więcej grzeszyć (chociaż pokusy nigdy nie ustają). Nie ma takiej mocy, która mogłaby go zmusić do grzechu. A jeśli zdarzy mu się upaść i zgrzeszyć, jest to wyłącznie wyraz jego słabości w wierze, za co powinien szczerze przeprosić PANA i przejść proces ponownego zgodzenia się z Bogiem (gr. homologeo – por. 1 J 1,5-9) w sprawie grzechu, aby mógł dalej bez przeszkód wzrastać w uświęceniu (tzn. w procesie uwalniania się od wpływów grzechu).

Sprawiedliwość Boga w czasach ST objawiała się wymierzaniem kar za złe postępki. Jednak i wtedy Najwyższy okazywał swoje miłosierdzie oraz przychylność wobec skruszonych grzeszników. W czasach nam obecnych, gdy żyjemy w Eonie Łaski, który jest swoistym czasem moratorium na wykonanie sprawiedliwości, nie zawsze jest łatwo dostrzec tę cechę Bożego charakteru. Bóg podjął bowiem decyzję o powstrzymaniu wykonywania swej sprawiedliwości aż do Dnia Sądu Ostatecznego (Dnia Odpłaty, Dnia Gniewu). Dopiero w tym Dniu Bóg odpłaci wszystkim grzesznikom za ich niegodziwości. Ustanowienie przez Sprawiedliwego Boga Eonu Łaski jest czasem szansy danej każdemu człowiekowi do uświadomienia sobie własnej grzeszności i opamiętania się. Ma to być również czas głoszenia, że ratunek jest tylko W CHRYSTUSIE, który jest Bożą sprawiedliwością (por. 2 Kor 5,21). Dla wielu osób wielkość Bożej łaskawości, która w obecnym czasie powstrzymuje wykonywanie przez Najwyższego Jego sprawiedliwości, jest nie do ogarnięcia. Gdy w swym życiu stykają się z wielką nieprawością, nieopisanym złem, pogromami całych narodów i ludów, zaczyna się im wydawać, że nie ma Boga, bo gdyby był, toby „przecież nie dopuścił do czegoś takiego”. Ich wątpliwości narastają i pogłębiają się, gdy stykają się z bezbrzeżną podłością, nieopisaną chciwością i taką bezwzględnością zdegenerowanych oprawców, która nie występuje nawet wśród dzikich zwierząt. Cierpienie duszy, a niejednokrotnie również straszliwe cierpienia fizyczne związane z doświadczaniem najwymyślniejszych tortur sprawiają, że nadzieja opuszcza ich serca, a umysły odrzucają myśl o sprawiedliwym Bogu, który dysponuje wszechpotężną i niczym nieograniczoną władzą nad całym stworzeniem. Tylko nielicznym udaje się zachować w sercach niewzruszone przekonanie, że ich cierpienie będzie kiedyś – w Dniu Sądu Ostatecznego – niezbitym dowodem na to, iż prawda o Bożej łaskawości i sprawiedliwości mocno zakorzeniła się w ich sercach. To właśnie zostanie pokazane innym ludziom jako przykład wiary (zaufania do PANA), na świadectwo potępienia tych, którzy nie zaufali do końca Bożej sprawiedliwości w Chrystusie.
══════════
(*1) Nazwa „demokracja” pochodzi od złożenia gr. demos (lud) i kratos (władza). Oczywiście zakres demokracji zależał od tego, kto był zdefiniowany jako „lud” oraz jaki był konstrukt sprawowania „władzy”. Z uwagi na elastyczne podstawy definicji swych „fundamentów” demokracja jest systemem niezwykle podatnym na różnego typu manipulacje, co szczególnie skutecznie udaje się tym ośrodkom wpływu, które w swoich rękach trzymają środki komunikacji idei i myśli (media).
(*2) Współczesna afirmacyjna psychologia „chrześcijańska” lubi twierdzić, że co prawda Bóg nienawidzi grzechu, ale miłuje grzesznika. Ten podgląd zrodził się jako nadinterpretacja tego, czym jest Boża miłość i jak się ona objawia. Biblia jednak wyraźnie mówi, że Bóg nie chce mieć nic do czynienia z grzesznikami i dlatego wzywa cały świat do opamiętania się i przyjęcia Jego sprawiedliwości w Chrystusie → J 3,16 – Aspekty tłumaczeniowe i teologiczne.

Boża suwerenność
Boża suwerenność jest jednym z atrybutów (cech charakteru) Boga. Bóg jest niezależny i samowystarczalny. On istnieje w postaci duchowej (por. J 4,24), co znaczy, że dla ludzi jest niewidzialny i niepojęty. Z tego względu nie byłoby możliwe jakiekolwiek opisanie Go, gdyby On sam nie zechciał objawić cech swego charakteru. Jednak Bóg zechciał to uczynić i przez wieki czynił to progresywnie przez:
1. Dzieło stworzenia, którego dokonał swym Słowem (por. Rz 1,19-20);
2. Spisane Słowo (Słowo Boże, Biblia, Pismo św.) – por. 2 Tm 3,16;
3. Wcielone Słowo w Postaci Jezusa Chrystusa, Syna, w którym Bóg ogołocił samego siebie i stał się widzialny w ludzkiej postaci (por. J 1,1-3; J 1,14; Flp 2,6-11; Kol 1,15-20; Hbr 1,1-2).

Dzieło stworzenia widzialnego świata poprzez swój ogrom i harmonię ujawnia wielkość, wieczność, mądrość i potęgę Boga. Jeżeli ktoś przyjmuje fakt, że Bóg jest Stwórcą wszystkiego, to z tego wynika, iż ma On władzę nad wszystkim, co stworzył, i jest niezależny od istot oraz rzeczy przez siebie stworzonych. On również może uczynić ze swoim stworzeniem, cokolwiek chce. To bowiem jest istotą suwerenności.

Pismo święte mówi nam o tym, że Bóg nie tylko stworzył świat widzialny, ale również niewidzialny. Oba te światy są obdarzone możliwością działania i wzajemnego wpływu. W tym stworzeniu istnieją byty zniszczalne i niezniszczalne. Cheruby, serafiny, aniołowie są przykładami bytów niezniszczalnych. Człowiek w postaci materialnej jest zniszczalny, ale w części niematerialnej (duch, dusza) jest niezniszczalny. Bóg, stwarzając byty niezniszczalne, w pewnym zakresie dokonał samoograniczenia zakresu swych przyszłych działań, z góry podejmując decyzję, że nigdy ich nie zniszczy. Dlatego kara za grzech tych istot (aniołów czy człowieka) jest wieczna. Jednak z drugiej strony również zbawienie zawiera w sobie element wieczności przez to, że Bóg dopuszcza osoby, które wytrwają w Jego planie zbawienia, do swego odwiecznego i nieskończonego Życia. Apostoł Paweł napisał: „Bóg bowiem nigdy nie postępuje tak, by miał żałować swych decyzji, niezależnie od tego, czy udziela komuś daru, czy też wyznacza kogoś do realizacji jakiegoś zadania” (Rz 11,29 NPD). Pokazuje to, że Bóg w swym niezrównanym charakterze podejmuje decyzje z nadzwyczajną mądrością, tak iż Jego samoograniczenie przyszłej decyzyjności nie ogranicza Jego suwerenności. Nie każda decyzja Boga ma taki nieodwołalny charakter. Bardzo wiele decyzji powziętych przez Niego jest uzależnionych od działań człowieka. Mają one charakter „obietnic warunkowych”. Znakomity przykład znajdujemy w Księdze Powtórzonego Prawa. Cały rozdział 28 tej księgi jest opisem Przymierza zawartego przez Boga z Izraelem. Pierwsze 14 wersetów mówi o błogosławieństwach, jakie staną się udziałem Izraela, jeśli będzie on posłuszny Słowu (Głosowi) PANA. Kolejne 45 wersetów omawia kary (przekleństwa), jakie będą udziałem ludu, jeśli przestanie być posłuszny Słowu (Głosowi) PANA. Spójrzmy na wybrane:

Jeżeli będziesz słuchał głosu PANA, twojego Boga, stosując się do wszystkich Jego przykazań, które On przeze mnie ci dzisiaj daje, wtedy PAN – twój Bóg – wyniesie cię wysoko, ponad wszystkie ludy zamieszkujące ziemię, którą On ci daje. Jeżeli będziesz posłuszny temu, co mówi PAN – twój Bóg – spłyną na ciebie błogosławieństwa. Będzie ci się powodziło w mieście i na polu. Powodzenie będzie towarzyszyło twojemu potomstwu, plonom twojej ziemi i twojemu bydłu. Będzie się ono mnożyć obficie – wszystkie twe zwierzęta włącznie z owcami. Pełny będzie twój kosz i twoja misa. Będziesz bezpieczny, przychodząc i wychodząc. Gdy twoi wrogowie ruszą przeciw tobie, PAN sprawi, że na twoich oczach zostaną pobici. I choć jedną drogą wyruszyli, aby z tobą walczyć, siedmioma będą przed tobą uciekać. PAN – twój Bóg – rozkaże, aby bogactwo i spełnienie było w twoich spichlerzach i w każdym twoim działaniu. On także pobłogosławi ci w ziemi, którą ci daje. (Pwt 28,1-8 NPD)

A jeśli nie usłuchasz głosu PANA – twojego Boga – i nie będziesz stosować się do wszystkich Jego przykazań i przepisów, które On przeze mnie ci dzisiaj daje, wówczas spadną na ciebie następujące przekleństwa i dosięgną cię niechybnie. Będziesz przeklęty w mieście i na polu. Przeklęty będzie twój kosz do zbioru plonów i misa do wyrobu ciasta. Przeklęte będzie twoje potomstwo, przeklęte będą plony twojej ziemi i bydło: wszystkie nowo narodzone zwierzęta i cały przychówek twoich owiec. Będziesz przeklęty, przychodząc do domu i z niego wychodząc. PAN rzuci na ciebie przekleństwo, zamieszanie i niepowodzenie w każdym działaniu, którego się podejmiesz, aż zostaniesz zmiażdżony i zginiesz z powodu złego postępowania, którym pokazałeś, że odstąpiłeś od Niego. PAN sprawi, że w ziemi, do której idziesz, by wziąć ją w posiadanie, przylgnie do ciebie zaraza, która cię wytraci. PAN dotknie cię wycieńczeniem, gorączką, zapaleniem, poparzeniem, mieczem, zwarzeniem mleka i pleśnią zbóż. Będą one cię prześladowały, aż zginiesz. Niebo nad twoją głową będzie zamknięte. Nie doświadczysz ani słońca, ani deszczu, a ziemia pod twymi nogami nie wyda żadnego plonu. PAN sprawi, że na twoją ziemię spadnie tuman kurzu i pyłu, który doprowadzi cię do wyniszczenia. (Pwt 28,15-24 NPD)

Zatem, w zależności od postępowania Izraelitów, mogło dokonać się jedno albo drugie. Wniosek generalny, jaki z tego wypływa, jest taki, że zarówno byty duchowe, jak i ludzie zostali obdarowani przez Boga zgodnie z Jego suwerenną decyzją, rozmaitymi możliwościami wyboru i podejmowania własnych decyzji. Z Pisma św. wiemy, że spora część aniołów zbuntowała się. Zgrzeszył również człowiek. Fakt, że Bóg stworzył istoty zdolne do moralnych wyborów, oznacza, że On przez samoograniczenie swej suwerenności pokazał, iż nie jest tyranem czy autokratą, pozostawił bowiem swemu stworzeniu istotny zakres wolności. Czy to oznacza, że Bóg abdykował ze sprawowania władzy nad światem? Absolutnie nie! On nadal ma nad nim kontrolę i nieustannie działa w świecie, jednak czyni to z poszanowaniem własnych, wcześniej podjętych decyzji. Zagwarantowanie stworzeniu znacznego zakresu wolności oczywiście nie wyklucza konsekwencji, z jakimi to stworzenie musi się liczyć i zmierzyć, gdy odwraca się od Stwórcy. Każda prawdziwa wolność generuje bowiem prawdziwą odpowiedzialność. Tylko bezrozumne istoty mogą przypuszczać, że istnieje coś takiego jak wolność (lub swawola) bez odpowiedzialności.

Obok nieodwołalnych decyzji suwerennego Boga istnieją jednak również Jego decyzje odwoływalne. W takich wypadkach człowiek może, poprzez pokorną modlitwę wiary, prosić o zmianę zaistniałej sytuacji. Korzystając z tego, Mojżesz w swojej niezwykłej modlitwie wstawienniczej ubłagał Boga, by Najwyższy nie unicestwił Izraela, co wcześniej postanowił dokonać. Bóg powiedział bowiem do Mojżesza: „Widzę, że jest to lud o twardym karku. Odstąp ode mnie, gdyż mój gniew rozpalił się przeciwko nim. Zgładzę ich, a z ciebie wyprowadzę inny wielki naród” (Wj 32,9b-10 NPD). Ponieważ Bóg jest zawsze prawdomówny, to jest oczywiste, iż decyzja zniszczenia Izraela zapadła. Najwyraźniej jednak w swoim miłosierdziu Bóg zostawił sobie wolność do zmiany tej decyzji i pójścia inną drogą. Nie stałoby się to, gdyby nie modlitwa Mojżesza. To znów prowadzi nas do kolejnego wniosku, że Bóg jest bytem w pełni wolnym, który czyni to, co chce. Jego możliwości wyboru są ogromne i nieograniczone, chociaż On sam korzysta z nich tylko zgodnie ze swym charakterem.

Klasycznym pytaniem w tym zakresie jest: „Czy Bóg jako istota święta może popełnić grzech, czy nie może?”. Tak postawione pytanie nie jest logiczne, bo każda prosta odpowiedź prowadziłaby do stwierdzenie ograniczoności Boga. Pierwszy wariant świadczyłby o Jego ograniczoności moralnej, drugi o ograniczoności Jego potęgi. Kłopot z takim pytaniem polega jednak na tym, że ono nie uwzględnia charakteru Boga, który czyni wszystko, co chce, zgodnie ze swym charakterem – i to właśnie jest objawem Jego suwerenności. Bóg nie jest Istotą zdeterminowaną. Dysponuje On nieograniczonymi możliwościami, ale zawsze działa w pełni integralnie, tzn. absolutnie zgodnie ze swym charakterem. A skoro Bóg jest Bytem w pełni wolnym i zawsze zadziała, jak chce, w zgodzie ze swym charakterem, to człowiek, który nie ma ani Jego możliwości, ani Jego charakteru, nie jest w stanie zrozumieć w pełni zależności ciężaru wolności, jaką został obdarowany. Co prawda nie może zrobić wszystkiego (np. nie może stwarzać słowem), ale i tak ma szerokie możliwości wyboru.

Biblia zaświadcza, że człowiek został stworzony na obraz Boga, a zatem ma wolną wolę. Kłopot człowieka jednak jest taki, że nie jest postacią w pełni integralną. Gdy może zgrzeszyć, zbuntować się lub czegoś nie zrealizować, najpewniej to zrobi. To odnosi się również do jego podejścia do pełnienia pełnej mądrości → woli Bożej. To uzmysławia nam, że suwerenność Boga nie determinuje wszystkich wydarzeń w świecie. Gdyby istoty stworzone przez Boga działały jak zaprogramowane roboty, nie istniałaby możliwości zaistnienia osobistego posłuszeństwa albo nieposłuszeństwa człowieka wobec Boga. Nie byłyby też możliwe: wiara i niewiara, miłość i nienawiść, wielbienie Boga zaś byłoby czynnością zupełnie mechaniczną. W Bogu wszystkie Jego cechy (atrybuty) pozostają w idealnej harmonii. Są w pełni i mądrze zintegrowane. Jedynie nam, grzesznym ludziom, trudno wyobrazić sobie, że Bóg może być jednocześnie Święty i Łaskawy, Miłujący i Sprawiedliwy, Daleki i Bliski, Suwerenny i Odpowiadający na prośby człowieka.

Gdy patrzymy na Boże stworzenie, możemy odnosić wrażenie, że Bóg w swojej suwerenności zdecydował, iż materia nieożywiona w skali mikro (na poziomie kwantowym) będzie zachowywać się w sposób chaotyczny i losowy (nie rozumiemy tych praw), jednak w skali makro będzie na ogół funkcjonowała według przewidywalnych Bożych praw, które nazywamy prawami fizyki. Jednak dzięki Bożej suwerenności wszystko znajduje się pod kontrolą i funkcjonuje znakomicie. Czasami Bóg zmienia niektóre swe decyzje, co można było zobaczyć choćby w tym, jak otworzył przed Izraelem wody Morza Czerwonego. Jednak historia nie jest wypadkową nieograniczonej wolności Boga i ograniczonej wolności stworzeń. Bóg, gdy trzeba, dokonuje swych interwencji, ale nie jako wszechwładny dyktator, lecz jako wyrozumiały Stworzyciel, a wobec swoich dzieci jako miłujący i miłosierny Ojciec. Wynika to z tego, że On chce mieć wokół siebie istoty, które będą Go miłować z własnej i nieprzymuszonej woli. Temu jedynie ma służyć Jego własne samoograniczanie swej suwerenności.

Boży plan zbawienia
Pismo św. bardzo wyraźnie pokazuje, że jest tylko jedna droga zbawienia (por. J 14,6; Dz 4,12; 1 Tm 2,5), czyli uwolnienia od mocy, wpływu, konsekwencji i ostatecznie od obecności grzechu. Od zawsze jest ona związana z działaniem samego Boga, który nie na darmo jest nazywany Zbawicielem (por. Ps 27,1; Ps 118,14; Iz 12,2; Dz 20,28; 1 Tm 4,10) i który objawił się ludziom w Jezusie Chrystusie (por. J 14,9; Dz 20,28). Już w Rdz 3,15 (tekst znany jako protoewangelia) Bóg zapowiedział swoją interwencję w tym zakresie. Tę obietnicę powtarzał przez wieki ustami proroków (więcej w haśle → Proroctwa mesjańskie w ST), aż w końcu objawił się wprost – w czasie swego wcielenia (por. J 1,1-5; J 10,30). Najpełniejszy opis planu zbawienia, który Bóg z góry wybrał (predestynował) przed założeniem świata, znajdujemy w Ef 1. Boży plan zbawienia jest przeznaczony (predestynowany) dla wszystkich ludzi (por. 1 Tm 2,4; Hbr 5,9). Został w pełni przygotowany, zrealizowany i zapłacony przez Boga, który sam poniósł pełny jego koszt, a ludziom udostępnił go W CHRYSTUSIE całkowicie za darmo. Plan ten obejmuje duchowe narodzenie (narodzenie z Bożego Ducha), które jest inicjacją obecności Bożego Ducha Uświęcenia (czyli Ducha Chrystusa) we wnętrzu człowieka. Duchowe narodzenie, które dokonuje się z nasienia Bożego Słowa, jest warunkiem koniecznym stania się Bożym dzieckiem (gr. teknon, nepios), które dalej karmiąc się Bożym Słowem i trwając w Duchu Chrystusa, dorasta, staje się duchowym nastolatkiem (gr. paidion i neaniskos). W tym czasie człowiek musi przejść proces oczyszczenia serca i myślenia (proces uświęcenia), aby – gdy już zostanie uznany za potomka zdolnego do dziedziczenia (gr. hyios) – mógł otrzymać przygotowane przez Boga dziedzictwo. Dopiero wówczas człowiek zostanie na zawsze uwolniony od mocy, wpływów, wiecznych konsekwencji i obecności grzechu (por. Ap 21,3-8).

Boży plan zbawienia W CHRYSTUSIE jest pewny i niewzruszony na wieki. Co więcej, jest dostępny dla każdego człowieka jako łaskawy dar Najwyższego (por. Ef 2,8-9). Nie można z niego skorzystać dzięki jakimkolwiek „zasługom”, nie można sobie na niego zapracować (czy to własnymi dobrymi czynami, czy to wypełnianiem religijnych obrzędów). Jedyną możliwością jest przyjęcie go z wdzięcznością i ze zrozumieniem, iż z woli Boga ma on pewne istotne ograniczenia i warunki, o których czytamy w Piśmie św. Być może właśnie dlatego nie każdy człowiek wchodzi na drogę zbawienia (por. J 3,21), a nawet spośród tych, którzy na tę drogę weszli, nie wszyscy kończą zwycięsko swoją podróż wiary (por. Ga 5,4; Ap 2,7.11.17.26; Ap 3,5.12.21; Ap 21,7).

Niestety, jest wielu nauczycieli, którzy głoszą, że Boża łaska jest nieograniczona i bezwarunkowa, co w zasadniczy sposób przeczy świadectwu Biblii. W istocie Biblia jest pełna warunków. Większość obietnic Bożych jest również uwarunkowana. Także Boża łaskawość ma swoje granice, jest bowiem dostępna TYLKO W CHRYSTUSIE. Skorzystanie z niej jest możliwe jedynie pod warunkiem ukorzenia się przed Bogiem (uznania Go za jedynego Zbawiciela), poddania Mu swego życia i pełnienia Jego woli (uznania Go za PANA).

Jest też inna grupa kaznodziejów, którzy tak mocno akcentują Bożą miłość, że w swym zapamiętaniu zdają się zapominać o Bożej świętości, Bożej prawości, Bożej sprawiedliwości czy Bożej suwerenności. Nauczają, iż Bóg wręcz „ściga ludzi swoją miłością”, i kreują wrażenie, jakoby Najwyższy nie mógł się obejść bez ludzkiej miłości. W skrajnych wypadkach ich nauczanie sprawia wrażenie, jakoby Bóg wręcz „żebrał” o odwzajemnienie się przez ludzi miłością. Nic bardziej mylnego. Bóg jest całkowicie niezależny od ludzkiego uwielbienia czy miłości, jednak jako uosobienie Prawdziwej Miłości chętnie, i to w sposób ofiarny, wyświadcza dobro, co jest sednem Jego miłości. Ofiarna Boża miłość (gr. agape) jest świadomą decyzją Najwyższego czynienia dobra i w żaden sposób nie jest podobna do ludzkiego emocjonalizmu (więcej na ten temat w haśle → Ofiarna Boża miłość). Fundamentalnym przejawem ofiarnej Bożej miłości dla grzesznych ludzi był łaskawy gest Najwyższego – otworzenia im drogi zbawienia od grzechu i jego konsekwencji, co uczynił w Chrystusie. Ten gest łaskawości został udzielony ludziom tylko raz i tylko w jeden sposób – wyłącznie w Osobie Jezusa (więcej w haśle → J 3,16 – Aspekty tłumaczeniowe i teologiczne). Tylko w Nim człowiek może doświadczyć prawdziwej Bożej miłości. Kaznodzieje „bezwarunkowej miłości” (tajemnicą pozostaje, gdzie w Biblii, pełnej warunków, znajdują oni takie określenie) budują często „teologię pluszowego misia” lub „teologię ciepłego budyniu terapeutycznego”, w których Bóg istnieje jako milusiński, kochany przytulaczek albo jako ciepły, przyjazny terapeuta, którego jedyną rolą jest pocieszanie znękanych pacjentów. Zdają się zapominać o zapowiadanym od wieków i nadchodzącym Dniu Gniewu PANA, w którym dokona On sądu nad wszystkimi i stosownie ukarze „wszystkich bezbożników za plugawe czyny, których się dopuszczali, i za harde słowa, którymi Go spotwarzali” (Jud 15). Nie wolno zapominać, że wielką część swego nauczania Jezus poświęcił ostrzeżeniom przed owym Dniem Sądu. Swoje słowa kierował nie tylko do mas, ale i do swych najbliższych uczniów.

Chanuka
Termin chanuka znaczy Święto Świateł. Żydzi świętują chanukę przez osiem dni, począwszy od 25. dnia miesiąca kislew (przełom naszego listopada i grudnia), na pamiątkę wydarzenia mającego miejsce w czasie powstania Machabeuszy, którzy po odbiciu Jerozolimy z rąk Seleucydów w 164 r. p.n.e. postanowili oczyścić świątynię po profanacji, jakiej dopuścił się w niej władca Syrii Antioch IV Epifanes. Więcej informacji historycznych można znaleźć w księgach deuterokanonicznych: 1 Mch 4,36-59; 2 Mch 1,18; 2 Mch 10,1-8. Częścią rytuału oczyszczenia miało być nieustanne (trwające osiem dni) palenie się lamp w świątyni. Jednak Machabeusze mieli niewielką ilość rytualnie czystej oliwy przeznaczonej do tych lamp. Mogło jej wystarczyć zaledwie na jeden dzień. Mimo to lampy paliły się całe osiem dni, co Żydzi odczytali jako Boże potwierdzenie (i Boży współudział) oczyszczenia świątyni. Jan w swojej relacji opisuje pobyt Jezusa podczas tego święta w Jerozolimie (por. J 10,22-42). Również Jan zrelacjonował rozmowę Jezusa z faryzeuszami (por. J 8,12-20), w czasie której PAN oświadczył, że to On jest Światłością daną temu światu (por. J 8,12). Do dzisiaj Żydzi podczas Chanuki zapalają w swych domach specjalne dziewięcioramienne chanukije (świeczniki chanukowe przypominające siedmioramienną → Menorę).   Patrz też → Jom Kippur; → Pascha, → Rosz ha-Szana; → Sukkot; → Purim; → Szawuot.

Chrystus w Starym Testamencie
Zgodnie z wypowiedzią Jezusa z J 5,39 nie tylko NT, ale cała Biblia jest świadectwem o Nim. W związku z tym odczytywanie ST powinno odbywać się również z tej perspektywy. W ST informacje na temat Chrystusa można podzielić na trzy grupy:
1. Typy (symbole) w postaci osób, przedmiotów czy wydarzeń;
2. Chrystofanie (objawienia się Chrystusa);
3. Proroctwa mesjańskie.

Jeśli chodzi o pierwszą grupę obrazów Chrystusa, to w ST znajdujemy ogromną liczbę symboli, które zapowiadały dzieło odkupienia, jakie w przyszłości miało zostać dokonane przez Chrystusa. Należą do nich choćby liczba lat Izaaka, w chwili gdy miał być złożony w ofierze przez Abrahama, albo obraz baranka, którego Bóg dał Abrahamowi jako ofiarę zastępczą za Izaaka. Znamienne jest to, że ów baranek był uwięziony głową w kolczastych chaszczach ciernistego krzewu. Innym symbolem była nie tylko sama budowa, ale i funkcja poszczególnych przedmiotów w namiocie spotkania, który był niesiony przez naród Izraela przez pustynię. Każdy jeden element symbolizował zapowiadaną Osobę i dzieło Chrystusa (np. lud, w osobie arcykapłana, mógł się spotykać z Bogiem tylko w JEDNYM miejscu w namiocie spotkania, a do tego namiotu było tylko JEDNO wejście – Jezus w J 14,6 ujawnia, że jest JEDYNĄ Drogą do Boga). Takimi typami (symbolami) Stary Testament jest wprost przepełniony, a czytanie Tory, Pism czy Proroków bez zdolności dostrzeżenia całego tego bogactwa jest zwykłym marnowaniem czasu. O tym właśnie mówi komentarz Apostoła Pawła zawarty w 2 Kor 3,14-16. Omówienie wszystkich symboli lub choćby tylko ich wyliczenie przekracza jednak zakres tego podręcznego komentarza, zasługuje bowiem na osobne potężne opracowanie.

Jeśli chodzi o drugą grupę obrazów Chrystusa w ST, to mamy wielkie bogactwo opisów osobistych objawień Chrystusa takim ludziom jak: Abraham (por. Rdz 18; Rdz 22), Hagar (por. Rdz 16; Rdz 21), Jakub (por. Rdz 32; Rdz 48), Mojżesz (por. Wj 3; Wj 33; Lb 12), cała społeczność Izraela (por. Wj 13; Wj 14, Wj 23; Iz 63; Sdz 2), Balaam (por. Lb 4), Jozue (por. Joz 5), Gedeon (por. Sdz 6), Manoach, ojciec Samsona (por. Sdz 13), Samuel (por. 1 Sm 3), trzej młodzieńcy w płonącym piecu (por. Dn 3), Izajasz (por. Iz 6), Daniel (por. Dn 10), Ezechiel (por. Ez 9; Ez 10). W podanych miejscach ST Chrystus jest określany metonimicznie (zastępstwo określeń) jako: „Anioł PANA” („Anioł PAŃSKI” – por. Rdz 32,25-31; Wj 3,2) albo „PAN” jak w Rdz 18,1 czy jako Melchizedek (por. Hbr 7,1-3). Kluczem do rozróżnienia tego, czy pojawienie się anioła było objawieniem samego Chrystusa, czy jakiegoś służebnego anioła, była zawsze reakcja tej postaci na hołd, jaki składali jej ludzie. Każdy anioł służebny zawsze zabraniał składania sobie czci, wskazując, iż należy się ona jedynie Bogu. To samo widzimy w NT (por. Ap 19,10; Ap 22,8-9). Także w NT znajdujemy potwierdzenia tego, że wiele starotestamentowych angelofanii było tak naprawdę chrystofaniami, np.: opis z szóstego rozdziału Księgi Izajasza jest potwierdzony zapisem J 12,39-43, opis zaś z szóstego rozdziału Księgi Daniela jest potwierdzony zgodnym opisem z Ap 1. Dostępne są także wewnętrzne świadectwa ST, jak np. w Księdze Izajasza, w której czytamy: „Nigdy też żaden anioł ich nie wybawił, lecz On sam to czynił , gdyż działał osobiście. W swej miłości i w swoim wielkim miłosierdziu ratował ich, podnosił i w objęciach chronił, aby ich wprowadzić do swojej wieczności” (Iz 63,9 NPD). Symbolika zapisu starohebrajskiej litery taw, którą mężczyzna w lnianej szacie, opisany w Ez 9,2-4, oznaczał „czoła tych wszystkich, którzy boleją z powodu grzechów, jakie widzą wokół siebie” (Ez 9,4 NPD), jest bliska wizerunkowi krzyża (podobnie jak polska litera t).

Jeśli chodzi o trzecią grupę obrazów Chrystusa w ST, to znajdujemy tam ponad 300 proroctw mesjańskich zapowiadających Jezusa oraz podających mnóstwo szczegółów z Jego przyszłego ziemskiego życia. Zostały one krótko wyliczone wraz ze wskazaniami ich spełniania się w NT w osobnym artykule tego Komentarza → Proroctwa mesjańskie w ST.

Gdy po swoim zmartwychwstaniu Jezus szedł z dwoma uczniami drogą do Emaus, wyłożył im, co w Pismach żydowskich było o Nim napisane (por. Łk 24,25-27 – pewnie z racji czasu były to jedynie zasadnicze elementy). Niestety, ludzie ci niczego nie zapisali i to nauczanie Chrystusa zostało bezpowrotnie utracone.
Ciekawy wgląd w rzeczywistość bytu Chrystusa – zanim nastąpiło Jego wcielenie w osobę Jezusa z Nazaretu – znajdujemy w wypowiedzi Szczepana w Dz 7,35-38 w powiązaniu z Dz 7,52-53, a także z 1 Kor 10,4 i J 8,58. Wynika z niej, że Jezus Chrystus istniał od zawsze w Bożej postaci jako JHWH, który w różnych sytuacjach objawiał się w różny sposób. Takie wnioski wynikają także z Flp 2,6-11 i Kol 1,11-20 w porównaniu z Ap 1,8. Niezwykle trudny, wręcz niepojmowalny dla ludzi, jest fakt, że Jedyny Bóg (por. Pwt 4,35; Pwt 6,4; 1 Krl 8,60; Iz 45,5-6; Iz 45,14; Iz 45,18; Iz 45,21; Iz 46,9; Oz 13,4; Jl 2,27; Dz 4,12; Flp 2,6; Ap 1,8) może objawiać się w różnych postaciach (→ Natura Boga) – zarówno duchowych, jak i materialnych. Zawsze jednak objawia przy tym swe cechy osobowe (wola, emocje, charakter).
W myśleniu żydowskim ugruntowała się postawa przerażenia i wielkiej bojaźni związana z Osobą Boga JHWH, który czasami objawiał się w zmaterializowanej postaci. Wynikało to z ich doświadczenia pod górą Horeb (identyfikowaną również jako góra Synaj), gdzie Mojżesz najpierw został powołany do Bożej służby, a później odebrał kamienne tablice z przykazaniami (por. Dz 7,32; Hbr 12,18-21). Z tego powodu religijni przywódcy Izraela nie dopuszczali nawet myśli, że JHWH mógłby się objawić w cielesnej postaci jako człowiek. Uważali, że Jego świętość sprowadziłaby wówczas śmierć na wszystkich dookoła. Tymczasem Jezus przyszedł nie po to, by uśmiercać, ale by dać ludziom Życie i ochronić ich od wiecznej Śmierci. Jednak stereotypy myślenia na temat Boga były w myśleniu politycznych i religijnych przywódców Izraela silniejsze i sprawiły, że odrzucili Jezusa. Ich myślenie było zamglone i tak mocno związane strachem, że nawet zabraniali wypowiadania imienia Bożego. Zastępowali je określeniem Haszem (Imię). Na przełomie II i III w. n.e. (tzn. po ostatecznym odłączeniu judaizmu od chrześcijaństwa) dokonali również zmiany w żydowskim wyznaniu wiary Szema‘ Israel!, które przeredagowali i tetragram JHWH zastąpili określeniem „Wiekuisty”.

Daty powstania ksiąg Nowego Testamentu
Nie ma źródeł, które dawałyby definitywne odpowiedzi na pytania o daty powstania poszczególnych ksiąg NT, jednak Redakcja NPD dołożyła wielkiej staranności, aby podane niżej daty były jak najprecyzyjniejsze. Naukowcy różnią się (czasami bardzo) w kwestiach datowania ksiąg NT. Wynika to m.in. z faktu, że niektóre z ksiąg (szczególnie te większe) powstawały na przestrzeni jakiegoś czasu, a później były jeszcze redagowane. W podanym niżej zestawieniu przyjęliśmy szacunki, które były dla Redakcji NPD najbardziej przekonujące. Więcej informacji można znaleźć we wstępach do poszczególnych ksiąg biblijnych. W niniejszym zestawieniu ułożyliśmy je według najbardziej prawdopodobnej kolejności ich powstania lub finalnej redakcji.
Pierwszy list do Tesaloniczan – ok. 51 r.
Drugi list do Tesaloniczan – ok. 51 r.
Pierwszy list do Koryntian – ok. 53 r.
List do Galatów – ok. 53/54 r.
Drugi list do Koryntian – ok. 55/56 r.
List do Rzymian – ok. 57/58 r.
List do Hebrajczyków – ok. 60 r.
List do Efezjan – ok. 60/62 r.
List do Kolosan – ok. 60/62 r.
List Jakuba – ok. 60/62 r.
List do Filemona – ok. 61/62 r.
List do Filipian – ok. 61/62 r.
Pierwszy list do Tymoteusza – ok. 63/64 r.
List do Tytusa – ok. 64/65 r.
Dobra Wiadomość w relacji Marka – ok. 65/66 r.
Pierwszy list Piotra – ok. 65/66 r.
Drugi list Piotra – ok. 66/67 r.
Drugi list do Tymoteusza – ok. 67 r.
List Judy – ok. 67/69 r.
Dobra Wiadomość w relacji Mateusza – ok. 68/69 r.
Dobra Wiadomość w relacji Łukasza – ok. 68/69 r.
Dzieje wysłanników Chrystusa – ok. 69/70 r.
Dobra Wiadomość w relacji Jana – ok. 85/90 r.
Pierwszy list Jana – ok. 90/95 r.
Drugi list Jana – ok. 90/95 r.
Trzeci list Jana – ok. 90/95 r.
Apokalipsa w relacji Jana – ok. 95 r.

Eon
Gr. aion – umowne pojęcie czasu stosowane zarówno w geochronologii, jak i w narracji biblijnej. W geochronologii jest jednostką formalną dzielącą się na ery i odpowiada jednostce chronostratygraficznej zwanej eonotem. W języku biblijnym eon nie jest pojęciem tak bardzo technicznym, jednak i tu pełni funkcję makrookreślenia epok w historii zbawienia. W Biblii wyróżniamy następujące eony:
  1. Eon Stworzenia (od stworzenia do wygnania pierwszych ludzi z Raju). W tym czasie nie było grzechu na świecie, a ludzie mieli nieskrępowany dostęp do Boga. Życie na Ziemi funkcjonowało zgodnie z Bożym planem. Nie było śmierci i zepsucia (por. Rdz 1,1-2,25).
  2. Eon Prawa Naturalnego (od wygnania pierwszych ludzi z Raju do dnia udzielenia Abrahamowi Obietnicy). W tym czasie grzech wszedł na świat i stał się przyczyną zerwania relacji między Bogiem a ludźmi. Zapanowały śmierć i zepsucie (por. Rz 5,12-14).
  3. Eon Obietnicy (od dnia udzielenia Abrahamowi Obietnicy do dnia nadania Prawa Izraelowi). Chociaż dalej obowiązują konsekwencje grzechu (w tym śmierć), to od dnia udzielenia Abrahamowi Obietnicy Potomka (Zbawiciela) rozpoczyna się formalnie bieg historii zbawienia przez wiarę (por. Ga 3,6-9).
  4. Eon Prawa Mojżeszowego (od dnia nadania Prawa Izraelowi do dnia powszechnego wylania Ducha Chrystusa). Chociaż dalej obowiązują konsekwencje grzechu (w tym śmierć) oraz obowiązuje Obietnica Zbawiciela udzielona Abrahamowi, Bóg wprowadza w życie Izraela Prawo Mojżeszowe, które będzie mu służyć jako wychowawca mający doprowadzić go do Chrystusa (por. Ga 3,19-29). Ponieważ Prawo wskazywało kary za grzech, Bóg w tym czasie w widoczny sposób reaguje na grzech – okazuje gniew z jego powodu i dość szybko karze ludzi, którzy się go dopuszczają.
  5. Eon Łaski, zwany też Eonem Prawa Chrystusowego albo Eonem Ducha Bożego (od dnia powszechnego wylania Ducha Chrystusa do Dnia Sądu Ostatecznego). Dalej obowiązują konsekwencje grzechu (w tym śmierć), ale Obietnica dana Abrahamowi już się wypełniła, zaś Prawo Mojżeszowe straciło swój sens, gdyż Chrystus jasno ogłosił swoją Dobrą Wiadomość o Bożym Królestwie i jako Baranek Boży złożył z siebie jedną ofiarę raz na zawsze (por. Hbr 10,10-12). Bóg zaprzestał widocznego okazywania gniewu z powodu grzechu. Ten gniew zbiera się teraz w Niebiosach, ale nie wylewa na Ziemię (por. Rz 1,18). Obecnie okazuje On swoją łaskawość, dając każdemu człowiekowi szansę na wejście do swego Królestwa przez Chrystusa (por. J 14,6; Dz 4,12; 1 Tm 2,4-5 oraz Ga 3,20).
  6. Eon Chwały dla ludzi, którzy wytrwali w Chrystusie (od Dnia Sądu Ostatecznego na wieki). Wszystkie poprzednie eony zostaną trwale zakończone. Nie będzie już grzechu ani jego konsekwencji (śmierci i zepsucia). Społeczność ludzi z Bogiem zostanie na stałe przywrócona (por. Ap 21,1-4). Dla ludzi, którzy nie związali się trwale z Chrystusem, Eon Chwały będzie czasem wiecznego potępienia wraz z siłami ciemności (por. Ap 21,8).

Filip Apostoł
Filip pochodził z Betsaidy. Zanim stał się Apostołem Jezusa z Nazaretu, był uczniem Jana zwanego Chrzcicielem. To on przyprowadził Natanaela do Jezusa. Czasami Filip Apostoł jest mylony z Filipem, diakonem wspólnoty jerozolimskiej (por. Dz 6,5; Dz 8,5-40; Dz 21,8), o którego życiu wiemy nieco więcej. Biblia nic nie wspomina o śmierci Filipa Apostoła. Jedna z legend mówi, że za panowania Domicjana został ścięty w Hierapolis, inna, że został ukrzyżowany głową w dół. Pseudo-Abdiasz i Herakleon twierdzili, że zmarł śmiercią naturalną.

Kalendarz żydowski
Kalendarz hebrajski jest oparty na cyklu księżycowym (kalendarz lunarny), co sprawia, że doba zaczyna się wraz z zachodem słońca (w Izraelu zwykle ok. 18:00) i kończy o zachodzie słońca dnia następnego. W praktyce wygląda to tak, że doba podzielona jest na dwie części – pierwszą jest noc, a drugą dzień. W związku z tym zapis godzin w NT odnosi się do tego podziału, np.: „trzecia godzina dnia” (por. Mk 15,25; Dz 2,15) oznacza naszą godz. 9:00, „szósta godzina dnia” (por. Mk 15,33; Łk 23,44; Dz 10,9) oznacza naszą godz. 12:00, „dziewiąta godzina dnia” (por. Mk 15,33-34) oznacza naszą godz. 15:00. Rok żydowski składa się z dwunastu miesięcy, a tydzień z siedmiu dni, z których pierwszym jest nasza niedziela, a ostatnim nasza sobota. Kolejność miesięcy według kalendarza żydowskiego jest następująca:
1) nisan (w kalendarzu gregoriańskim: marzec–kwiecień);
2) ijar (w kalendarzu gregoriańskim: kwiecień–maj);
3) siwan (w kalendarzu gregoriańskim: maj–czerwiec);
4) tamuz (w kalendarzu gregoriańskim: czerwiec–lipiec);
5) aw (w kalendarzu gregoriańskim: lipiec–sierpień);
6) elul (w kalendarzu gregoriańskim: sierpień–wrzesień);
7) tiszri (w kalendarzu gregoriańskim: wrzesień–październik);
8) cheszwan (w kalendarzu gregoriańskim: październik–listopad);
9) kislew (w kalendarzu gregoriańskim: listopad–grudzień);
10) tewet (w kalendarzu gregoriańskim: grudzień–styczeń);
11) szwat (w kalendarzu gregoriańskim: styczeń–luty);
12) adar (w kalendarzu gregoriańskim: luty–marzec).
Dla zrównania kalendarza lunarnego z solarnym Żydzi co 2-3 lata dodają trzynasty miesiąc (adar szeni). Według kalendarza hebrajskiego (opartego na zapisie biblijnym, w którym istnieją pewne luki dotyczące datowania(*1)) Jezus Chrystus urodził się w roku 4109 po stworzeniu opisanym w Rdz 1.
Patrz też → Jom Kippur; → Pascha, → Rosz ha-Szana; → Sukkot; → Chanuka; → Purim; → Szawuot.
══════════
(*1) Więcej na ten temat można znaleźć w publikacji Panorama dziejów biblijnych Waldemara Byczyńskiego, Oficyna Wydawnicza VOCATIO, Warszawa 2016.

Szatan
Słowo „szatan” wywodzi się z gr. satanas, co dosłownie znaczy „przeciwnik”. W Biblii szatan jest identyfikowany z imieniem Belzebub (por. Mk 3,22) oraz przedstawiany jako wąż (por. Ap 12,19), smok (por. Ap 12,7) i diabeł (por. Ap 20,2). To ostatnie określenie pochodzi od gr. diabolos, co znaczy „potwarca”, „oszczerca”, „fałszywy oskarżyciel”. Stary Testament sugeruje, że szatan jest upadłym aniołem, który niegdyś zbuntował się przeciwko Bogu (por. Iz 14,12-15). Był on jednym z najwspanialszych aniołów. Zwany był nawet Synem Jutrzenki (por. Iz 14,12). Z tego powodu popadł w pychę, która przywiodła go do grzechu. W swej bucie zapragnął stać się równy Bogu Wiekuistemu. Z powodu tego grzechu został pozbawiony swej pozycji w Niebiosach i zesłany na Ziemię, która stała się domeną jego działania.

Szatan jest przedstawiany jako władca → demonów. W Biblii zwany jest również „bogiem tego świata” (por. 2 Kor 4,4). Ustawicznie występuje on przeciwko Bogu i Jego Królestwu. Jednak Bóg nie bierze bezpośredniego udziału w walce z nim czy z jego poplecznikami (demonami, duchami nieczystymi). Szatan jako ograniczone stworzenie w żaden sposób nie ma możliwości równania się z Bogiem, a więc nie ma też możliwości walki z Tym, który jest Wszechwładnym Stwórcą. Zmagania duchowe trwają zatem między siłami ciemności (szatan i jego słudzy zarówno na Ziemi, jak i w Niebiosach) a siłami światłości reprezentowanymi na Ziemi przez społeczności wierzących (kościoły lokalne) oraz w Niebiosach przez zastępy Bożych aniołów. Bóg, jako Wszechpotężny Jedyny Władca całego stworzenia, nie walczy z szatanem, lecz nad nim panuje. Widzimy to wyraźnie w życiu Jezusa z Nazaretu. On nigdy nie walczył z siłami ciemności, a one nawet nie śmiały podjąć z Nim jakichkolwiek zmagań. Jedyne, co Chrystus czynił, to rozkazywał demonom, a one w popłochu i wielkiej trwodze uciekały przed Nim z krzykiem. W podobny sposób Jezus postąpi w dniu swego powtórnego przyjścia. Zniszczy wówczas wszystkie siły ciemności, włącznie z antychrystem (niegodziwcem), jednym swoim słowem – tchnieniem (por. 2 Tes 2,8). Wtrąci je na wieki do ognistego jeziora płonącej siarki (por. Ap 20,10). Tę prawdę odnajdujemy także w Ap 19,11-16 i w Ap 20,9 oraz we wszystkich ewangelicznych obrazach relacjonujących, jak Jezus słowem wyganiał demony z ludzi (por. Mt 8,16; Mt 8,28-32; Mt 9,25-26a; Mt 17,18; Mk 5,2-8; Łk 9,42).

Moc szatana jest ograniczona i ściśle limitowana. Nie może on przekroczyć granic, które zakreśla mu Najwyższy (por. Hi 1,8-12; Jk 4,7; 1 P 5,8). Jego działanie może być dla wierzących uciążliwe, nękające, a nawet tragiczne (por. Ap 2,10; Ap 2,13), jednak nie dysponuje on mocą, która byłaby zdolna oderwać kogokolwiek od Chrystusa (por. Rz 8,39). Jeśli człowiek sam nie odstąpi od Jezusa, szatan nie może go oderwać od PANA. Testy wierności, jakim co pewien czas poddawani są uczniowie Jezusa, pochodzą od Boga, lecz w tym samym czasie pojawiają się zawsze szatańskie pokusy. Warto jednak pamiętać, że żaden test wiary ani żadna pokusa nigdy nie przekraczają sił wierzącego (por. 1 Kor 10,13), gdyż takie ograniczenie gwarantuje Bóg swoją mocą.

Wiele zamętu w rozumieniu charakteru zagrożenia, jakie płynie ze strony szatana i demonów, wniosły wyobrażenia artystów. Wbrew Słowu Bożemu wyobrażali sobie te istoty jako zezwierzęcone karykatury z rogami, kopytami i ogonami. Współczesna kinematografia wpisuje się w taki sam rodzaj zwodzenia, tyle że w nowoczesnej produkcji filmowych horrorów. Uważny czytelnik Pisma św. zauważy jednak z łatwością, iż są to jedynie wytwory chorych umysłów o spaczonych sercach, którym Boża prawda jest całkowicie obca. Biblia w żadnym miejscu nie daje podstaw do takich wyobrażeń. Jest wręcz odwrotnie. Wiadomo, że szatan podaje się za wysłannika (anioła) światłości (por. 2 Kor 11,14), a to oznacza, że zarówno on, jak i jego demony z pozoru przypominają Bożych aniołów i pod takowe lubią się podszywać (por. Ga 1,8). Z wyglądu mogą także przypominać ludzi. Ich zło tkwi nie w wyglądzie, ale w sercach i umysłach. Siła ich zwodzenia tkwi w tym, że po ludzku wyglądają atrakcyjnie i głoszą rzeczy dla ludzi bardzo pociągające, które niestety w konsekwencji zawsze prowadzą do odstępstwa od Boga i od Jego Słowa, a w efekcie do duchowej ruiny i ostatecznego potępienia osoby zwodzonej.

Kolejną narracją, która wprowadza spory zamęt w ludzkie myślenie, jest pogląd, że duchowy bój w życiu przeciętnego człowieka polega na zmaganiu się z szatanem. Trzeba sobie wprost powiedzieć, że duchowa walka, jaką toczą zwykli ludzie, to najczęściej zmagania z ich własną starą, grzeszną naturą oraz pokusami płynącymi ze światowych wzorców myślenia. Znacznie rzadziej są to zmagania z osobowymi siłami ciemności, a już prawie nigdy z szatanem. Szatan, jako władca tego świata, nie poświęca uwagi drobnym zjadaczom chleba, lecz zajmuje się strategią zwodzenia w skali makro. Do pomniejszych zleceń ma posłańców (aniołów ciemności zwanych demonami). Oczywiście z pewnością ogniskuje swoją uwagę na osobach niezwykle wpływowych – jak królowie i władcy, a także prezydenci i premierzy wraz z gronami towarzyszących im doradców, przewodniczący organizacji międzynarodowych czy wielcy potentaci finansowi – gdyż przez opętanie takich ludzi zyskuje możliwość znacznie większego, bo globalnego, wpływu na całą ludzkość.

Warto sobie jednak uświadomić, że szatan nie ma żadnej mocy stwórczej, gdyż sam jest tylko stworzeniem. Należy on do bytów duchowych, które nie są w stanie niczego powołać do życia, niczego stworzyć ani wyprowadzić czegokolwiek z niczego. Stwórczą i sprawczą moc ma jedynie Bóg i dlatego tylko On jest zwany Stworzycielem. Szatan, jako upadły byt duchowy, ma jedynie możliwość wpływania na ludzkie myślenie i prowokowania ludzi do zachowań, na których mu zależy. Swoją zdolność oddziaływania zdołał rozwinąć na wielką skalę. Jednak metodologia działania, jaką się posługuje, od wieków się nie zmienia. Jest nią zwodzenie (por. 2 J 1,7; Ap 10,10; Ap 20,3), kłamstwo (por. J 8,44; 1 J 2,22) i oszustwo (por. Kol 2,8; Hbr 3,13). Stosując te techniki, szatan prowokuje ludzi do wywoływania zawieruch, wojen i społecznych kataklizmów. Odstając od Prawdy i manipulując interpretacją faktów, potrafi w mistrzowski sposób dokonać gwałtu na zbiorowej logice i moralności. Zasadniczym celem jego działań jest przemodelowanie ludzkiego stylu myślenia, uwikłanie całych społeczeństw w gąszcz kłamstw i powszechne porzucenie samodyscypliny oraz trzeźwego myślenia, które to cechy są domeną Bożego Ducha (por. 2 Tm 1,7). Diabeł w szczególny sposób wpływa na myślenie przywódców politycznych oraz liderów religijnych, starając się wprowadzić ich na tory myślenia zgodnego z ideologią tego świata. Już w czasach ST Boży prorocy zwracali na to uwagę przywódcom Izraela, najczęściej jednak bez żadnego skutku. Liderzy narodowi i religijni, a za nimi większość ludu, poszli za zwodzeniem szatana. Dlatego naród Izraela został ukarany pogromami jakimi były niewola asyryjska i babilońska. A wszystko „co tamtych spotkało, zostało odnotowane w Piśmie ku naszej przestrodze, jako przykład dla nas, którzy żyjemy w ostatniej fazie obecnego czasu(*1)” (1 Kor 10,11 NPD). Zob. także Rz 15,4.

Inną techniką zwodzenia stosowaną przez szatana jest takie manipulowanie publicznym przekazem informacji, by sprawy mniejszej wagi (choćby nawet dla poszczególnych osób były to wydarzenia uciążliwe albo tragiczne), po odpowiednim ich przedstawieniu i nagłośnieniu, przykuły powszechną uwagę i determinowały zupełnie nieracjonalne zachowania społeczne. Zwykle jest to powiązane z budowaniem piramidy strachu i globalnym zasiewaniem paniki (por. Łk 21,9). Gdy strach zostanie już zaimplementowany w ludzkie serce, to w umyśle danej osoby rodzi się niepewność jutra. Tak zasiane lęki znajdują w skłonnej do grzechu ludzkiej naturze podatny grunt do wzrostu, owocując w ludziach strachem przed chorobą lub utratą środków do życia, stratą domu lub narzędzi pracy, obawami przed ograniczeniem wolności – zarówno w zakresie swobody wypowiedzi, jak i nieskrępowanego przemieszczania się. Rozumiejąc te mechanizmy, szatan stara się przekonywać ludzi, iż ich zdrowie, zachowanie życia czy zabezpieczenie majątku są dla nich sprawami absolutnie najważniejszymi, którym powinni podporządkować wszystko inne rezygnując nawet z wolności na rzecz złudnego poczucia bezpieczeństwa. Taki przekaz stoi w oczywistej sprzeczności z nauczaniem Jezusa (por. Mt 6,25; Mt 6,33; Mt 16,25). Chrystus wyraźnie mówił, że Jego uczniowie nie powinni się obawiać szatana ani tego, co on głosi przez swoich heroldów kłamstwa. Bojaźń mają odczuwać jedynie wobec Najwyższego, gdyż to On jest Sędzią Ostatecznym (por. Łk 12,4-5). W obecnym świecie powinni również wyróżniać się nie zamożnością, zdrowiem czy fałszywie rozumianą akceptacją prowadzącą do rozwoju grzechu i hedonizmu, ale postawą ofiarnej miłości okazywanej w szczególny sposób braciom i siostrom w wierze (por. J 13,35), gdyż taki rodzaj miłości ma być znakiem rozpoznawczym uczniów Jezusa. Dlatego szatanowi niezwykle zależy na izolowaniu wierzących między sobą – także od innych ludzi.

Strategia szatana obejmuje również podkopywanie zaufania do wszechmocy Boga oraz do niezawodnego charakteru Tego Jedynego, Który Jest Święty. Diabeł chętnie podaje w wątpliwość skuteczność i kompletność ofiary Chrystusa na krzyżu, a także dezawuuje Jego zmartwychwstanie (por. 1 Kor 15,13-14) oraz to, że odwieczne i nieskończone Boże Życie jest dostępne tylko w Chrystusie. Obrzędowa i ceremonialna religijność formalna jest domeną, w którą szatan inwestuje sporo uwagi i środków (por. Ga 4,9-10; Kol 2,16-19). Prawdopodobnie obok wpływania na przekazy światowych mediów jest ona jednym z ważniejszych kierunków jego działania (więcej w haśle → Świątynny model religijności a biblijne chrześcijaństwo). Jeśli chodzi o media, to oczywiście nie ma nic złego w samych technologiach dystrybucji informacji, które pozwalają na tworzenie telewizji, radia, prasy, internetu, komunikatorów społecznościowych oraz internetowych platform wymiany myśli, dzięki którym również Słowo Boże (czyli Biblia zwana też Pismem św.) dociera już do każdego zakątka Ziemi. Jednak natężenie i prędkość, z jaką współczesne światowe i lokalne media rozsiewają nieprzyjacielskie nasiona chwastu (por. Mt 13,24-25; Mk 4,13-17), przekracza najśmielsze wyobrażenia.

Inną strategią szatana jest wikłanie ludzi w umiłowanie bogactwa. O ile same pieniądze jako środek płatniczy są moralnie neutralne, o tyle ich umiłowanie jest po prostu bałwochwalstwem (por. Mt 6,24; Łk 16,13; Ef 5,5). Nie tylko władcy narodów, lecz także przywódcy wielu kościołów pogrążyli się w duchowym mroku z powodu chciwości i uwielbienia dla pieniędzy (por. 1 Tm 6,7-10; 2 Tm 3,1-5; Tt 1,7-9; Hbr 13,5; 2 P 2,1-3; 2 P 2,9-22). W parze z ukochaniem bogactwa zaś szatan rozwija techniki promowania rozwiązłości seksualnej. Więcej w haśle → Pornografia i rozwiązłość seksualna.

Jeszcze innym sposobem działania szatana w zakresie globalnego zwodzenia i manipulacji jest składanie – ustami swych sług – obietnic, których nigdy nie zamierza on dotrzymać, gdyż „jest kłamcą i ojcem wszelkiego kłamstwa” (J 8,44 NPD). Heroldowie szatana specjalizują się w zapowiedziach pokoju i bezpieczeństwa (por. 1 Tes 5,3), które jednak nigdy nie były i nie będą zrealizowane. Zawsze bowiem pojawią się rzekomo nieprzewidziane kolejne fazy wydarzeń stawiające wcześniejsze zapowiedzi na głowie. Jak podają źródła Norweskiej Akademii Nauk, której przedstawiciele wspólnie z historykami brytyjskimi, egipskimi, niemieckimi oraz indyjskimi, przygotowali specjalny raport, od roku 3600 p.n.e. świat zaznał tylko 290 lat pełnego pokoju. Przez ostatnie 5600 lat miało miejsce ok. 14 300 różnego typu wojen, w których zginęło ponad 3,5 miliarda ludzi. Szacowana wartość zniszczeń wojennych (podkręcanych przez szatana) została porównana przez specjalistów do wartości czystego złota, które byłoby potrzebne do opasania globu ziemskiego (wzdłuż równika) warstwą grubości 10 m i szerokości 160 km. Od roku 650 p.n.e. zaistniało w świecie ok. 1600 różnego typu wyścigów zbrojeń, z których tylko 16 nie skończyło się wojną, jednak i one doprowadziły do ekonomicznej ruiny krajów w nie zaangażowanych. W tym samym czasie ponad 8000 traktatów pokojowych zostało złamanych.

W swej ostatniej księdze Biblia wyraźnie mówi o uwięzieniu szatana w piekielnej czeluści (por. Ap 20,1-3) na jakiś czas dziejów świata, zaś znakiem jego uwolnienia będzie prowadzone przez niego zmasowane globalne („po całej Ziemi”, „we wszystkich zakątkach Ziemi”) zwodzenie (por. Mt 24,5-24). Aktywni w czasie jego uwięzienia byli/będą jego wysłannicy (aniołowie mroku) oraz jego ziemskie sługi. W finale czasów ostatecznych zostanie on „uwolniony ze swego więzienia i znów zacznie zwodzić narody we wszystkich zakątkach Ziemi” (Ap 20,7-8a NPD) i „po całej Ziemi będzie gromadził ludzi na wojnę, a liczba ich okaże się ogromna – niczym ilość ziaren piasku na brzegu morza. Wystąpią oni przeciwko wierzącym, którzy świętością życia składają cześć Bogu Najwyższemu. Osaczą ich, lecz Boże Słowo zstąpi z Niebios niczym ogień, aby pochłonąć tych prześladowców. Zaś diabeł – zwodziciel owych tłumów – zostanie wrzucony do ognistego jeziora płonącej siarki, gdzie wcześniej wtrącono Bestię i fałszywego proroka. Tam dniem i nocą, po wszystkie wieki, będą cierpieć straszliwe męczarnie” (Ap 20,8c-10 NPD). W tym samym miejscu co szatan znajdą się „wszyscy, którzy okażą się tchórzami(*2), wszyscy niewierzący, a także trwający w obrzydliwościach(*3), jakimi są morderstwa i wyuzdanie seksualne oraz pornografia(*4); wszyscy, którzy okażą się zaangażowani w magię, trwający w bałwochwalstwie(*5) i w różnorodny sposób zwodzący(*6) innych – wszyscy oni jako wieczne dziedzictwo otrzymają udział w ognistym jeziorze płonącej siarki. Na tym będzie polegać druga Śmierć – ta wieczna!” (Ap 21,8 NPD).

W podobnym tonie wypowiadał się Apostoł Paweł w swoim Pierwszym liście do Koryntian: „W tym wszystkim zaś największą porażką(*7) jest fakt, iż w ogóle myślicie o zwracaniu się do sądów(*8)! Dlaczego, zamiast tego, nie jesteście gotowi pokornie znosić krzywd wam wyrządzanych albo niesprawiedliwości(*9), do których zalicza się również jawny rabunek waszego mienia(*10)? Zamiast tego sami dopuszczacie się nieprawości(*11) i grabieży! I to wobec kogo – swoich sióstr i braci w wierze?! Czyżbyście nie słyszeli o tym, że ludzie nurzający się w takich nieprawościach(*12) nie mają udziału w Królestwie Bożym?! W tej sprawie nie powinniście mieć żadnych złudzeń! Podobnie nikt, kto trwa w seksualnej deprawacji, kto jest uwikłany w pornografię czy w jakiekolwiek inne rozpasanie seksualne(*13); nikt, kto trwa w bałwochwalstwie(*14) albo cudzołóstwie(*15); nikt, kto praktykuje transwestytyzm(*16) lub pozostaje aktywnym homoseksualistą(*17); nikt, kto trwa w złodziejstwie, chciwości czy pijaństwie; nikt, kto nurza się w kłamstwie, oszczerstwach czy zdzierstwie, nie ma udziału w Królestwie Bożym” (1 Kor 6,7-10 NPD).

Wszystkie strategie szatana można podsumować stwierdzeniem, iż pragnie on zdobyć władzę nad ludzkością, chce zapanować nad nią w sposób niepodzielny, wikłając i uzależniając ją od siebie tak, by cześć i chwałę oddawała ona tylko jemu, a nie Bogu (por. Mt 4,8-10; Ap 13,1-4; Ap 13,15). Jednak praktykowane przez szatana metody zniewalania narodów nigdy i nigdzie nie zadziałały w sposób trwały, zaś Biblia pokazuje, iż jego koniec jest już przesądzony (por. Ap 20,10). Na przeciwległym biegunie do działań diabła stoi strategia wolności (wolności od grzechu, uzależnień i od duchowych związań), jaką Bóg w Chrystusie ofiarował ludzkości. Tylko w Jezusie Chrystusie ludzkość może dojść do prawdziwego i wiecznego uwolnienia, czyli do zbawienia (por. J 8,32).

══════════

(*1) Gr. aion – eon czasu, epoka. Paweł przedstawia tu duchowy punkt widzenia obecnego czasu, który zmierza już do swego końca – powrotu Chrystusa na Ziemię.

(*2) Być może chodzi tu o osoby, które nie poszły za Chrystusem z lęku przed prześladowaniami, lub te, które w tej drodze nie wytrwały, przechodząc próby i doświadczenia.

(*3) Ciekawe jest to, że ludzie niewierzący wymienieni są tu jako osobna kategoria. To może świadczyć o tym, iż osobami „trwającymi w obrzydliwościach” mogą być ci, którzy zeszli z drogi PANA i wrócili do swego dawnego stylu życia (por. 2 P 2,22).

(*4) Wyrażenie „wyuzdanie seksualne i pornografia” jest ekwiwalentem dynamicznym gr. słowa porneia.

(*5) Zgodnie z Kol 3,5 bałwochwalstwem jest nie tylko oddawanie czci martwym posągom czy obrazom, lecz także chciwość serca.

(*6) Dosł. „zwodziciele” – gr. pseudes. Chodzi o tych, którzy swoimi kłamstwami, półprawdami i niedomówieniami przekazują innym pseudoprawdy.

(*7) Gr. hettema – „porażka”, „umniejszenie”, „hańba”, „bycie pokonanym”. W sensie relatywnym rzeczownik ten opisuje stan gorszy niż wcześniejszy lub coś gorszego niż obserwowane otoczenie.

(*8) Ludzkie sądy są niesprawiedliwe – por. Koh 3,16.

(*9) Fraza ta jest dynamicznym oddaniem czasownika adikeo użytego w czasie teraźniejszym niedokonanym w stronie biernej. Czasownik ten opisuje niesprawiedliwość, czynienie zła lub wyrządzanie komuś krzywdy, niszczenie, szkodzenie.

(*10) Gr. apostereo – czasownik ten jest złożeniem zaimka apo, który mówi o oddzieleniu, oraz czasownika stereo („ograbianie”, „plądrowanie”, „okradanie”, „defraudowanie”) – por. Hbr 10,34.

(*11) Gr. adikeo.

(*12) W oryg. adikoi – przymiotnik ten służy Apostołowi do opisania ludzi nieuczciwych, podstępnych, którzy oszukują innych, wyrządzają komuś szkodę lub krzywdę, grabią cudze mienie, kradną.

(*13) Cała ta fraza jest dynamicznym ekwiwalentem słowa pornoi (l.mn. od pornos).

(*14) Bałwochwalstwo nazywane jest w Biblii duchowym cudzołóstwem. Odpowiednikiem greckiego porneia w języku hebrajskim było słowo zanah. Używano go nie tylko do oznaczenia niemoralności i wyuzdania seksualnego, lecz także do opisania związków małżeńskich zawieranych przez wierzących z niewierzącymi. Nic więc dziwnego, iż Paweł umieścił wzmiankę o bałwochwalstwie pomiędzy określeniami grzechów seksualnych.

(*15) Gr. moichoi (l.mn. od moichos).

(*16) Gr. malakoi (l.mn. od malakos). Słowo malakos znaczy dosłownie „miękki”. W starożytności było używane w stosunku do zniewieściałych mężczyzn, którzy udawali kobiety. Słowem tym określano także:
(a) młodocianych niewolników płci męskiej, których homoseksualiści nabywali do zaspokajania swoich wyuzdanych żądz, oraz
(b) męskie prostytutki homoseksualne.

(*17) Warto zwrócić uwagę, że Apostoł nie pisze tu o ludziach mających jedynie skłonności homoseksualne, ale o tych, którzy trwają aktywnie w związkach homoseksualnych. Oczywiście jest możliwe, że ktoś odczuwający pociąg seksualny do tej samej płci pragnie żyć w pokoju z Bogiem. Taka osoba ma zawsze proste wyjście: może żyć w celibacie (tzn. w abstynencji seksualnej). Takie rozwiązanie zabezpiecza człowieka zarówno przed grzechem, jak i przed obrażaniem Boga czynami, które dla Stworzyciela są obrzydliwością. Życie w czystości (pomimo skłonności homoseksualnych) i nieobnoszenie się ze swymi skłonnościami może być świętym życiem, które będzie w pełni szanowane i cenione również przez braci i siostry w wierze. Nie jest bowiem grzechem odczuwanie pociągu seksualnego do tej samej płci. Grzechem jest dopiero uleganie takim skłonnościom, a także afiszowanie się nimi oraz publiczne ich promowanie (por. Rz 1,32). Jezus jasno powiedział, że narzucanie innym wrogiego Bogu sposobu myślenia prowadzącego kolejne osoby do grzechu, spotka się ze straszliwą karą (por. Mt 18,6; Mk 9,42; Łk 17,2). Apostoł Paweł podkreślał to również w innych swoich listach – por. Rz 1,27 oraz 1 Tm 1,10.

Uczeń
Gr. mathetes. Słowo to opisywało człowieka, który nie tylko pobierał nauki u nauczyciela, ale również go naśladował. W starożytnym świecie pobieranie nauk praktykowano w warunkach codziennego życia, a nie, jak obecnie, w szkolnej klasie. Uczniowie chodzili ze swym nauczycielem, a on przekazywał im swoją mądrość życiową w codzienności. W starożytnej Grecji znana była szkoła filozoficzna Arystotelesa, którego uczniów nazywano perypatetykami (od gr. peripateo – chodzenie). Arystoteles miał bowiem zwyczaj nauczania w trakcie przechadzek. Nie inaczej funkcjonowało uczniostwo w grupie Jezusa z Nazaretu. On również podczas codziennych sytuacji szkolił swych uczniów do misji, którą zamierzał przekazać im w przyszłości. Uczył ich przy tym, że prawdziwy uczeń nie pragnie zająć pozycji wyższej od swego nauczyciela (por. Mt 10,24), że prawdziwemu uczniowi wystarcza, iż podąża śladami swego mistrza (por. Mt 10,25). Podkreślał, że żaden uczeń, kończąc terminowanie u nauczyciela, nie przewyższa go (por. Łk 6,40). Nauczanie Jezusa nie zawsze było łatwe i w pełni zrozumiałe dla uczniów. Gdy Jezus nauczał, że jest prawdziwym pokarmem z Niebios, którym uczniowie powinni się posilać (dosł. „wgryzać” – gr. trogo – por. J 6,51), część z nich pojęła to dosłownie i ci opuścili Jezusa (por. J 6,66). Zupełnie nie rozumieli, że Jezus, mówiąc o sobie jako pokarmie z Niebios, mówił o sobie jako wcielonym Słowie Bożym (por. J 6,63-64), w które wierzący powinni się wgryzać, aby się nim karmić duchowo. Jezusowi towarzyszyło co najmniej 72 uczniów, o których czytamy w Łk 10,1. Niektórzy rozszerzają tę liczbę do 500 (por. 1 Kor 15,6). Jednak podstawowa grupa Jego uczniów składała się z dwunastu mężczyzn (Apostołowie) – por. Mt 10,2 – z których trzech było Mu najbliższych (Piotr, Jakub i Jan – por. Mt 17,1). Apostołom Jezus poświęcał najwięcej uwagi. Im też przekazał prawdę, że świat rozpozna w nich Jego uczniów tylko po jednym znaku – wzajemnej ofiarnej miłości, którą powinni wzajemnie się otaczać (por. J 13,35). Żaden inny znak nie miał ich charakteryzować. Jezus pragnął, aby Apostołowie kontynuowali Jego misję. Polega ona na czynieniu uczniami Jezusa ludzi ze wszystkich ludów i narodów po całej Ziemi, czyli na nasycaniu ich poznaniem natury Boga przez zanurzanie ich w charakter Ojca, Syna i Ducha Uświęcającego. W praktyce powinno się to dokonywać przez nauczanie, jak mają trwać we wszystkim, co Jezus im przekazał (por. Mt 28,19-20). Ta pokoleniowa misja (sukcesja apostolska) nosi w teologii określenie Misji Wielkiego Posłannictwa. Patrz też → Sukcesja apostolska.

Wyznanie grzechu
Greckie słowo homologeo w kontekście grzechu zwyczajowo tłumaczy się na język polski jako „wyznanie” [grzechu]. W Polsce najczęściej jest kojarzone ze spowiedzią indywidualną w konfesjonale (a więc w miejscu konfesji, czyli wyznania). Spowiedź tego rodzaju została wprowadzona w VI w. przez mnichów iroszkockich, którzy jednocześnie ustalili specjalne „taryfy pokutne” za każdy rodzaj grzechu. Kościoły wschodnie praktykują obecnie spowiedź w sposób bardziej lub mniej podobny, a kościoły poreformacyjne w inny (np. spowiedź powszechna). Termin grecki homologeo, tradycyjnie tłumaczony jako „wyznawać” (grzechy), w najgłębszym sensie mówi jednak o „zgodzeniu się” z Bogiem w sprawie grzechu i sposobu jego rozwiązania. Słowo to składa się z dwóch członów: homo- („to samo”) i lego („mówić”). Oznacza zatem mówienie tego samego, co mówi Bóg na temat grzechu, a więc zgodzenie się z Bogiem w sprawie naszej grzeszności. Niestety, wiele współczesnych przekładów, które używają frazy „wyznawać grzechy”, nie oddaje zasadniczej kwestii przemiany myślenia człowieka na temat jego grzechu. W powszechnym przekonaniu podkreśla raczej fakt wyznania Bogu informacji o grzesznym zachowaniu lub wykroczeniu, co nie ma większego sensu. Gdy grzeszymy, On doskonale wszystko widzi, nawet jeśli czynimy to tylko w głębi naszego serca. Wiele wyznaniowych przekładów Biblii idzie za wyżej przedstawioną interpretacją. Na przykład werset 1 J 1,9 zwykle jest tłumaczony: „Jeśli wyznajemy nasze grzechy”. Jednak takie tłumaczenie jest niefortunne, gdyż nie uwzględnia wyżej wyjaśnionej etymologii słowa homologeo. Z uwagi na to w przekładzie NPD czytamy: „Jeśli jednak zgadzamy się z Bogiem w kwestii naszych grzechów”. Taki ekwiwalent dynamiczny oddaje zasadnicze znaczenie greckiego homologeo jako „zgodne mówienie” („mówienie tego samego”), czyli zgodzenie się z Bogiem co do naszego grzechu. Popularne rozumienie tematu wyznawania grzechów, bazujące na tradycyjnych przekładach Biblii, często nie podkreśla konieczności opamiętania się człowieka (diametralnej zmiany myślenia i działania) i świadomego uznania przez niego swej grzeszności, lecz koncentruje się na przekazywaniu komuś informacji o grzesznym zachowaniu lub postępku. Jednak gdy myślimy o wyznawaniu grzechów Bogu, musimy uświadomić sobie, że nikt nie jest w stanie wyznać Bogu czegoś, czego On sam by wcześniej już nie wiedział. Nie możemy Go niczym zaskoczyć ani wyjawić Mu jakiejkolwiek – choćby najmocniej skrywanej – tajemnicy, której On by nie znał. Gdy grzeszymy, On doskonale o tym wie, nawet jeśli czynimy to w głębi naszego serca czy umysłu. W rozumieniu homologeo – jako procesu zgodzenia się z Bożym punktem widzenia – niezbędne jest zatem pełne opamiętanie się z grzechu. W czym zatem człowiek musi „zgodzić się” z Bogiem? W czterech aspektach: (1) należy zgodzić się z Bogiem, że to, co On uważa za grzech, jest grzechem, gdyż to On jedynie definiuje, co jest święte, a co grzeszne, co jest światłością, a co ciemnością (por. Ap 4,8; Ap 6,10; Ap 15,4); (2) należy również zgodzić się z Bogiem co do sposobu rozwiązania problemu naszego grzechu. Całe Słowo Boże wyraźnie pokazuje, że jedynym rozwiązaniem problemu ludzkiego grzechu jest krew Jezusa przelana na krzyżu (por. Mt 26,28; Dz 4,12; 1 Tm 2,5; Hbr 9,14; Hbr 9,25-28; Hbr 10,10; Hbr 10,14; 1 J 2,2). Do rozwiązania tego nie jesteśmy w stanie nic dodać, gdyż śmierć Jezusa jest jedyną w pełni wystarczającą ofiarą za grzech; (3) należy zgodzić się z Bogiem, że każda wynikająca z grzechu krzywda – jeśli to tylko możliwe – powinna zostać naprawiona (por. Mt 5,23-24; Łk 19,8-9); (4) należy również zgodzić się z Bogiem w sprawie Jego stosunku do grzechu. Święty Bóg nienawidzi grzechu i nie ma z nim nic wspólnego (por. Ps 5,6-7; Ps 11,5; Prz 3,32-33; 1 J 1,5). Z uwagi na to skuteczny proces homologeo prowadzi do zerwania z grzechem – odrzucenia go i odłączenia się od niego. Chodzi tu o znienawidzenie zarówno samego grzechu, jak i wszystkiego, co do niego prowadzi. Te cztery elementy zgodzenia się z Bogiem składają się na sens terminu homologeo. We współczesnym języku być może lepsze od terminu „wyznanie grzechu” byłoby określenie: „homologowanie się z Bogiem” lub „uzyskanie Bożej homologacji”. Przy okazji tematu wyznawania → grzechu warto też przypomnieć, że jednym z greckich słów tłumaczonych na polski jako „grzech” jest hamartia. W łucznictwie oznaczało ono „nietrafienie w cel” i było przeciwstawne terminowi teleios („doskonałość”), który mówił o trafieniu w sam środek celu. Z tego wynika, że każde odstąpienie od Bożej woli objawionej w Bożym Słowie wyjaśnianym w Duchu Uświęcenia jest grzechem.

Słowo na dziś
Zapisz się do newslettera